May you always do for others and let others do for you...
Blog > Komentarze do wpisu

BATALIA O CYCA

Temat karmienia piersią jest już od dawna dla mnie tematem passe, ale wciąż jestem z nim na bieżąco, ot, choćby z racji sporej grupy młodych mam w moim otoczeniu. Nigdy nie byłam wielką laktywistką. Karmienie piersią moich dzieci traktowałam jako zupełnie oczywistą rzecz. Niewymuszonym procesem i naturalną częścią opieki nad nowoprzybyłym na ten świat człowiekiem. Nie rozważałam wielce tego tematu, nie ważyłam za i przeciw. Sprawialo mi czasem raz większe, raz mniejsze trudności, ale generalnie szło gładko. Karmiłam też, bo było to najzwyczajniej w świecie wygodne, Zwłaszcza w pierwszych miesiącach życia - nie wyobrażam sobie siebie wstającej po kilka razy w nocy, goniącej do kuchni czy w najlepszym wypadku do podgrzewacza i robiącej mieszanki mleka modyfikowanego. Ale skłamałabym gdybym powiedziała, że nie czułam ogromnej przyjemności z karmienia piersią, Czułam. Pierwsze "dostawienie" do piersi, w chwilę po porodzie, zapamiętam na długo, jako jedne z najpiękniejszych momentów w moim życiu. Pełne ciepłych emocji, łez wzruszenia pomieszanego ze szczęściem, zmęczeniem i poczuciem odpowiedzialności za nowe życie. Kiedy karmiłam moje dzieci w domu, bardzo lubiłam ich ciepło, lubiłam ten głodny wzrok i dziubek jakby wyjęty ze "słitfoci, łapczywie chwytający pierś. Kiedy karmiłam poza domem, mogłam karmić gdziekolwiek. Nie spotkałam się z ani jednym nieprzychylnym komentarzem, nie krępowała mnie ta czynność, ale też starałam się nie afiszować: "oto ja - matka-Polka-karmicielka". Po prostu - moje dziecko chciało jeść, tak jak i mi zdarza się na ulicy mieć chrapkę na zapiekankę. A potem dzieci zaczęły jeść także inne rzeczy. Pierś traktowały jako czas wyciszenia przed snem, ukojenia w płaczu. Nadal oboje uwielbialiśmy te chwile bliskości tylko dla nas, ale wiedziałam, że ten - jak i każdy inny etap - musi się skończyć.

Podsumowując - tak, okres karmienia piersią wspominam bardzo miło. To naprawdę niezwykłe, że kobiece ciało jest w stanie wyprodukować pokarm dla dziecka, że ta więź jest nie do opisania, dopóki się samemu jej nie doświadczyło i nie da się jej porównać z żadną inną relacją. Tak samo jak ja sama lubiłam karmić piersią, tak uwielbiam widok innej matki karmiącej swoją pociechę. Serio - uśmiecham się za każdym razem i mam nawet w sobie nutkę zazdrości widząc taki obrazek. Rozczulamięto ...

(źródło zdjęica: http://itpandme.com/breastfeeding-while-taking-immune-suppresants/)

A zatem - co takiego jest w tym temacie, że nawet we mnie budzi tyle sprzecznych emocji?

Jak zwykle impulsem była niezwykle owocna dyskusja na temat...odstawienia od piersi, które właśnie przechodzi moja serdeczna koleżanka. No cóż, generalnie jestem zwolenniczką zdrowego rozsądku i umiaru we wszystkim. Zatem wkładając kij w mrowisko - nie widzę tegoż umiaru i rozsądku w karmieniu dziecka piersią dłużej niż dwa lata. Ba - nie widzę w tym żadnej estetyki! Tak jak rozczula mnie widok malutkiej główki wyłaniającej się spod maminej pachy, tak czuję niesmak, widząc trzylatka, gmerającego w dekolcie swojej mamy, siedzącego obok na ławce i fikającego nogami w adidaskach. A takie widoki publiczne też się zdarzają. Żeby nie było - do głowy by mi nie przyszło zwrócić karmiącej mamie uwagę - w końcu to jej sprawa. Ale nie - nie jest to ładny widok i nie budzi moich pozytywnych skojarzeń.  Nie przekonują mnie też żadne w tym temacie przeprowadzone badania naukowe, że mleko kobiece nie traci na wartościach odżywczych wraz z wiekiem dziecka. Choć jestem orędowniczką np. banków mleka i mleka kobiecego jako najlepszego i najskuteczniejszego leku dla wcześniaków i najlepszego pokarmu jakie może dać mama swojemu dziecku - to nadal uważam, że zbyt długie przystawianie dziecka do piersi jest nie "karmieniem piersią" a "uzależnieniem od piersi". I to uzależnieniem - chciałabym to podkreślić - matki, a nie dziecka. Nie przemawia do mnie argument: "odstawimy się od piersi, kiedy oboje będziemy na to gotowe". Mhmmm... Chyba raczej "kiedy sama znajdę alternatywę do poczucia bliskości" Bo - jak to ładnie powiedziała rzeczona serdeczna znajoma - "długie karmienie to takie udowadnianie sobie, że jest się ważną dla dziecka." To taki substytut innej intymności, którą wielu matkom ciężko jest zbudować / odbudować po urodzeniu dziecka...

Dla mnie bliskość oznacza także fizyczne odseparowanie od dziecka. Są inne, równie bliskie formy czułości z dzieckiem... Tulenie się o poranku, wspólne baraszki przed snem, masowanie plecków, zaplatanie warkoczyków, wspólne oglądanie bajek czy czytanie książeczek pod kocem.

 Tak, wiem, że zawsze może paść argument, że długie karmienie piersią w plemionach Indian, w Afryce czy Indiach jest normą. Miejmy jednak na uwadze nieco inny poziom cywilizacyjny... I nie wydaje mi się, aby rodzicielstwo bliskości miało z długim karmieniem piersią wiele wspólnego... Zgodnie z filarami rodzicielstwa bliskości (za stroną: TU ):

"Karmienie piersią jest treningiem w odczytywaniu sygnałów dziecka (...) jego mowę ciała, co jest pierwszym krokiem do poznania go. Karmienie piersią zapewnia dziecku i matce mądry początek w ich współnycm życiu."

Słowa kluczowe: TRENING oraz MĄDRY POCZĄTEK (Ile można trenować? Ile może trwac początek???)

I dalej:

"W gorliwości, aby zapewnić dziecku wszystko to, co najlepsze, rodzice mogą zaniedbać swoje potrzeby, a co za tym idzie, zaniedbać swoje małżeństwo."

Słowo klucz: RÓWNOWAGA (jesteś także kobietą i żoną / partnerką)

I na koniec, proszę, nie obrażajcie się na te słowa Mamy Długokarmiące. Po prostu - nie krytykujcie tych Krótkokarmiących  czy tych Karmiących Butelką. Ani to Wasz powód do dumy, ani ich powód do wstydu.

 

piątek, 14 listopada 2014, countrygirl

Polecane wpisy

  • JĘZYK DWULATKA

    Od razu zaznaczę - nie będzie o Tracy Hogg i jej metodach wychowawczych, kompletnie dla mnie nie do zaakceptowania. Będzie o MOIM dwulatku i o JEGO języku. A ję

  • RÓW MARIAŃSKI...

    Ostatnio było o szczęściu... A dziś mam prawdziwy Czarny Czwartek... Dół, czarna dupa i rozpacz... Młodej znów skoczyła gorączka - boli ją głowa, snuje się po k

  • JA TO MAM SZCZĘŚCIE!

    Moja Mama zawsze mówiła, że mam więcej szczęścia niż rozumu. Coś w tym jest... Zawsze, gdy czyhało na mnie jakieś niebezpieczenstwo, udawało mi się tak zwanym p

Komentarze
Gość: Kasia P., *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/11/14 22:23:55
Jako tzw. "Mama Długokarmiąca" nigdy ani nie krytykowałam ani nie pouczałam mam karmiących krótko - nie wciskałam ich też w schematy odtąd dotąd, zawsze uważałam i uważam, że to indywidualna sprawa i siebie jako długo karmiącą z kolei nie pozwalam szufladkować tym, którzy mają do tego skłonności. Nie jestem też terrorystką laktacyjną w tym sensie, że uważam, że mamy karmiące dzieci z butelki są z tego złego, przeciwnego obozu. Wojenki to nie moje źródło ekscytacji. Ja zawsze kiedy mówię o karmieniu piersią, mówię tylko i wyłącznie o sobie. Czy karmienie piersią jest moją dumą czy wstydem, to ja będę o tym decydować, a nie ktoś inny. Bo jakby się ktoś pytał, to jest dla mnie naturalne i nie będę czyichś teorii o nieestetyczności karmienia piersią po umownym pół roku czy dwóch latach przyjmować za własne, bo choćby z pierwszego powodu z brzegu - nie robię tego w miejscach publicznych, tylko w zaciszu domowym i innych powodów jest jeszcze kilku i nie zamierzam się licytować. Czy i jak to może wpływać na związek z partnerem - hehe, to także sprawa każdej mamy, w tym moja :) Każdy ma prawo do własnego wyboru, a nie zastanawiania się, co to ludzie pomyślą. W sumie cały post jest w porządku - masz właśnie też prawo do swojej teorii na temat karmienia piersią, włączając Twoje z kolei ekstremalne jak dla mnie poglądy w stosunku do moich, ale podsumowanie? Hmmm.
-
2014/11/17 15:24:24
Nie neguję, że mleko mamy to najważniejszy pokarm dla niemowlęcia. Ba - nawet nie uważam, że długie karmienie dziecka piersią ma na dziecko zły wpływ (a i z takimi opiniami można się spotkać). Uważam jednak - i popieram tę tezę wypowiedziami znanych mi specjalistów, na co dzień zajmujących się ciałem i psychiką dziecka, że długotrwałe karmienie piersią "świadczy raczej o niemożliwości rozstania się mamy z wczesnym dzieciństwem swojej pociechy. Lub o jej niepewności czy w odpowiedni sposób zaspokaja potrzeby dziecka. Zazwyczaj normalnie rozwijające się dzieci same w którymś momencie do drugiego roku życia wysyłają jasne sygnały świadczące o możliwości zerwania tej szczególnej więzi z mamą. Trzeba im na to pozwolić bez poczucia straty. One same chcą jeść, dorastać, usamodzielniać się i poszukiwać innych możliwości rozładowywania stresu" (Tatiana Ostaszewska-Mosak, psycholog kliniczny zdrowia i psychoterapeuta). Nie przemawia do mnie argument, że trzylatek ssie pierś, bo tego chce. Cóż z tego? Zapewne chce także wsadzać palce do kontaktu. Mój syn sam chce wchodzić do basenu, sam chce prowadzić samochód. Chce również jeździć bez fotelika i wyjmować noże z szuflady. Chce także sam sobie myć zęby, a przy okazji tą samą szczoteczką umyć umywalkę i uczesać sobie włosy. A jednak nie godzimy się na to wszystko, co chce dziecko...
A zatem, długie karmienie piersią służy wyłącznie matce, a nie dziecku. I dobrze, jeśli mama potrafi się do tego przyznać. Mama jest tak samo ważna, ale nie podoba mi się argumentowanie swojego samopoczucia dobrem dziecka. Bo tu naprawdę nie o dobro dziecka chodzi.
PS. proszę o wskazanie mojego "ekstremalnego" poglądu wyrażonego w powyższym poście, bo przepraszam, ale naprawdę nie widzę go...