May you always do for others and let others do for you...
Blog > Komentarze do wpisu

SOUND OF SILENCE, CZYLI STREFY WOLNE OD DZIECI...

I znów mam mieszane uczucia.... Coraz częściej i głośniej mówi się o pomyśle wprowadzenia miejsc "wolnych od dzieci", tzn lokali, gdzie nie są mile widziani rodzice z dziećmi... Hm...z jednej strony - bardzo przemawia do mnie apel Rzecznika Praw Dziecka, pana Marka Michalaka i przytoczone przez niego święte słowa Janusza Korczaka - "Nie ma dzieci. Są tylko ludzie." Że zabronić przychodzenia do danego lokalu (restauracji, kawiarni, hotelu) dzieciom ma wydźwięk trochę taki jak z czasów nie tak znów odległych:

Z drugiej strony, ja sama jako rodzic, nie po to wychodzę z domu, np. do restauracji, aby słuchać marudzących i krzyczących miliusińskich. Mam na co dzień dość gwaru moich własnych dzieci. Idąc na kolację z przyjaciółmi czy mężem mam ochotę na to, by przez te kilka godzin nie być rodzicem... Dlatego też na tego typu spotkaniach staram się nie rozmawiać o kupach, zupach i pieluchach.

A zatem, sama nie wiem, co mam o tym myśleć...

Kilka miesięcy temu udałam się z całą rodziną na lunch i przyznaję, że był to mój ogromny błąd. Nie zjadłam ja, nie zjadło moje młodsze dziecko. O wiele ciekawsze od zawartości talerza okazały się  pływające w akwarium w holu rybki i żółwie... A rosół na moich spodniach okazał się iście hipsterską dekoracją, żywcem wyjętą z szafiarskiego bloga "How to make your jeans original". Oczywiście złapałam przysłowiowego buraka za każdym razem, gdy moje dziecko jawnie i głośno demonstrowało swoją obecność w restauracji. I uprzedzając koemnatarze - tak, wiem, że to moja a nie dziecka wina. Że to ja nie umiem zapanować nad (niespełna) dwulatkiem w restauracji.  Knajpka nie była naznaczona żadnym z emblematów - ani "family friendly" ani "child free zone", a jednak ... Chyba to osobiste doświadczenie skłania mnie jednak ku opowiedzeniu się po stronie zwolenników tworzenia specjalnych stref "wolnych od maluchów".

Tak samo, jak w przypadku hoteli typu SPA, gdzie ludzie jadą przede wszystkim po to, aby się zrelaksować, odpocząć i wsłuchać w ciszę, tak samo jest grupa osób, które chcą skonsumować posiłek w dorosłym towarzystwie. I nie chodzi nbawet o to, że bachory są nieznośne. Po prostu, dziecko nie potrafi czekać 20-30 minut na posiłek, grzecznie siedząc przyz stole...

I mimo że sama jestem rodzicem i kocham swoje dzieci miłością bezwzględną i bezgraniczną, to powiem szczerze - zapewne ściągając na siebie parę gromów - gdyby w mojej okolicy istniały takie knajpki, to myślę, że byłyby jednymi z moich ulubionych... Wiem, ze ogromna część rodziców się na ten pomysł oburza, uważają oni, że traktowani są z pogardą jako obywatel drugiej kategorii, jako intruz z innym intruzem na ręku. Mam niestety nieodparte wrażenie, że rodzice są przewrażliwieni na swoim punkcie, uważając, że to kolejny krok w dyskryminacji "tych dzieciatych". Osobiście uważam, że mało która grupa w naszym kraju jest tak uprzywilejowana jak rodzice, więc bez przesady.

A tak już zupełnie puentując. Tak samo jak nie mam nic przeciwko lokalom "wolnym od dymu", lokalom "przyjaznym rodzicom", tak absolutnie nie drażni mnie pomysł miejsc "wolnych od dzieci". Równie dobrym argumentem jak: "może sobie pan/pani iść do innego lokalu, gdzie dzieci nie ma",  jest "możecie sobie państwo iść do miejsca, gdzie rodziny są mile widziane". Myślę, że to nie jest dyskryminacja kogokolwiek, a tortu powinno wystarczy dla każdego.

 

wtorek, 18 listopada 2014, countrygirl

Polecane wpisy

  • JĘZYK DWULATKA

    Od razu zaznaczę - nie będzie o Tracy Hogg i jej metodach wychowawczych, kompletnie dla mnie nie do zaakceptowania. Będzie o MOIM dwulatku i o JEGO języku. A ję

  • RÓW MARIAŃSKI...

    Ostatnio było o szczęściu... A dziś mam prawdziwy Czarny Czwartek... Dół, czarna dupa i rozpacz... Młodej znów skoczyła gorączka - boli ją głowa, snuje się po k

  • JA TO MAM SZCZĘŚCIE!

    Moja Mama zawsze mówiła, że mam więcej szczęścia niż rozumu. Coś w tym jest... Zawsze, gdy czyhało na mnie jakieś niebezpieczenstwo, udawało mi się tak zwanym p

Komentarze
2014/11/19 08:59:47
No i racja. Tak jak nieprzymierzając są hotele gdzie można zabrać domowego pupila i gdzie nie można. Ja się zawsze śmieję z KM, która się kryguje w samolocie jak któreś z dzieci zapiszczy. Naturalnie musimy mieć na uwadze innych, ale ten pod oknem może śmierdzieć od 2 tygodni bez kąpieli, ten za nami drzeć mordę po pijaku, ta przed nami tokować przez komórkę a córka nie może się głośniej roześmiać? Czemu? Bilet kupiła, jest tu legalnie. Dlatego niech będą strefy wolne od dzieci, sam tam chętnie wpadnę na piwo z małżonką od czasu do czasu ;-)
ps cieszę się, że się znowu tu aktywizowałaś, choć długo kazałaś na siebie czekać