May you always do for others and let others do for you...
Blog > Komentarze do wpisu

NO I MAM SWÓJ UPRAGNIONY GRUDZIEŃ...

No i mamy po listopadzie. Dziś zaczął się grudzień i czas przyspieszył. Jak co roku, w połowie grudnia złapię się za głowę, zdziwiona jak ten czas przedświąteczny się skurczył... Ale jak co roku, tak i teraz, z niecierpliwością czekam na wszelkie świąteczne akcenty. Czekam, bo moje wewnętrzne dziecko, które mam w sobie wciąż bardzo silne i od lat pielęgnowane, przebiera nóżkami na dźwięk każdego świątecznego dzwoneczka, na skrzący się śnieg pod butami i na zapach świerkowego drzewka wnoszonego do domu. Nawet jeśli za oknem jeszcze wciąż listopadowa szaro-burość...

A zatem, po kolei...

Czekam na świątecznego Trójkowego "Karpia" (już jest!!!).

Czekam na pierwsze Last Christmas w radiu (jeszcze nie słyszałam).

Czekam na Power of Love w wigilijnym Teleexpressie.

Czekam na reklamy z ciężarówką Coca Coli ("Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta...").

Czekam na pierwsze opady śniegu, które jak co roku zaskoczą drogowców.

Czekam na zapach przypraw korzennych z ciepłych pierniczków, pomieszany z aromatem plasterków pomarańczy suszących się nad kominkiem, by ostatecznie zawisnąć na choince (o to już już - wczoraj piekliśmy pierwsze pierniki).

Czekam na nocne pakowanie prezentów, po cichutku, niemalże po ciemku, by nie obudzić tych, którzy w Mikołaja jeszcze cały czas wierzą.

Czekam na widok uprasowanej małej białej bluzki, która na tydzień przed Wigilią zawiśnie i będzie czekać na swój świąteczny moment.

Czekam także na wyprasowaną błękitną koszulę w rozmiarze 86 cm (koniecznie z muchą!).

Czekam na widok skórek od jabłek, wijących się bez końca, zakwaszających zaczyn barszczowy, który od lat, przygotowuję w stylu vintage - bez szczypty sztuczności i kupnych mieszanek.

Czekam na przedświąteczne porządki, które odbywają się w rytm amerykańskich szlagierów takich jak "Walking aroun' the Christmas tree" czy "Santa Claus is coming to town".

Tymczasem, nie mogąc się doczekać świątecznego klimatu i mając na uwadze przychodzącego już za kilka dni Mikołaja, postanowiliśmy wczoraj wykonać pierwszą partię bożonarodzeniowych pierniczków, pieczonych od lat niezmiennie wg tajemngo przepisu Pani Krystyny. Do ich wykonania polecam wykorzystać nie tak tanią za to wciąż bardzo chętną do TAKIEJ pracy - dziecięcą siłę roboczą.

poniedziałek, 01 grudnia 2014, countrygirl

Polecane wpisy

  • JĘZYK DWULATKA

    Od razu zaznaczę - nie będzie o Tracy Hogg i jej metodach wychowawczych, kompletnie dla mnie nie do zaakceptowania. Będzie o MOIM dwulatku i o JEGO języku. A ję

  • RÓW MARIAŃSKI...

    Ostatnio było o szczęściu... A dziś mam prawdziwy Czarny Czwartek... Dół, czarna dupa i rozpacz... Młodej znów skoczyła gorączka - boli ją głowa, snuje się po k

  • JA TO MAM SZCZĘŚCIE!

    Moja Mama zawsze mówiła, że mam więcej szczęścia niż rozumu. Coś w tym jest... Zawsze, gdy czyhało na mnie jakieś niebezpieczenstwo, udawało mi się tak zwanym p

Komentarze
2014/12/01 15:51:08
Też się cieszę, że już grudzień :) Druga połowa listopada zawsze mi się dłuży. W telewizji już gadają o świętach, a ja myślę "przecież to dopiero listopad", ale już mamy grudzień :)
-
2014/12/02 16:52:50
Bożena mysli, że juz się można topić pomału w nastroju świątecznym. :)))
Bez czekania specjalnego, chociaż rzeczywiście to, co wymieniłaś, to takie punkty konieczne :)
Ciacha super :) Cukiernicy tym bardziej ;)