May you always do for others and let others do for you...
Blog > Komentarze do wpisu

TEMPUS FUGIT...

Czasem każdy z nas chciałby zatrzymać pędzące nieubłaganie wskazówki zegara...

Dzieci tak szybko rosną... Jedno - to młodsze - robi z dnia na dzień takie postępy, że odbierając je każdego popołudnia po pracy od Dziadków, zastanawiam się, czy to aby na pewno mój syn i jakiego chipa mu wszczepili, że tak chłonie wszystko.  Każdego dnia widzę krok milowy, który przybliża go coraz bardziej do przemiany z małego bobasa w dużego chłopca. Nowe słowa - nie, nie słowa - poprawne zwroty frazeologiczne i pełne zdania, z podmiotem i orzeczeniem. Z dnia na dzień coraz więcej empatii, zrozumienia i współpracy... Dogadujemy się. Razem czytamy, razem oglądamy bajki, razem sprzątamy. On i ja.

To starsze z kolei powoli zaczyna mieć swój własny intymny świat. Jeszcze do niedawna mogłam wejść zawsze i w każdej sytuacji do tego świata, tak jak się wchodzi do sklepu - czasem po konkretną rzecz z listy zakupów, a czasem ot tak, żeby się poszwędać i porozglądać za niczym. I zawsze (prawie) byłam w nim mile widzianym gościem. Sama mnie do niego zapraszała, prosiła o chwilę tulenia czy rozmowy, chwilę tylko dla nas, Tak po dziewczyńsku... Ostatnio jednak zaczęła jasno określać granice kiedy i na jakich zasadach mogę zaglądać do tego świata. W zależności od nastroju - widzę na drzwiach jej pokoju: zakaz wjazdu, "Welcome", ewentualnie "Wchodzisz na własną odpowiedzialność".To świat, w którym swoje zaszczytne miejsce mają przyjaciółki, tablet, smartfon, Grachi. Już nie ja. Ech, aż czasem chciałoby się zaśpiewać ze smutkiem w głosie, podobnym do tego z piosenki Starszych Panów: "Już kąpiesz się nie dla mnie w pieszczocie pian; nie dla mnie już przy wannie odkręcasz kran..."

Jednak mimo tego całego dorastania i zgiełku wokół, nadal co wieczór słyszę: "poczytasz mi?" I jest to dla mnie najpiękniejsza prośba, jaką od niej otrzymuję. Bo jest to ten czas, kiedy możemy wspólnie się poprzytulać. Wsunąć stopy pod wspólną ciepłą kołdrę. I ona znów, choć na kwadrans, może być moją mała dziewczynką, dzieckiem o twarzy dorastającej osóbki, z własnym charakterem, z pięknymi włosami i mądrymi oczami. I zdaję sobie sprawę z tego, że z roku na roku, z miesiąca  na miesiąc będę musiała się coraz bardziej starać o jej atencję. Z uporem maniaka będę o to zabiegać.

Nie ma co dramatyzować. Każdy z nas był kiedyś dzieckiem i każdy z nas zaczynał w pewnym momencie spychać rodziców na boczny tor... Z wielu rzeczy zdaję sobie sprawę dopiero teraz, gdy jestem rodzicem...

I - może to jest naiwne - ale cały czas wierzę, że wychowuję moje dzieci tak, aby trzymały mnie za rękę w ostatnich chwilach mojego życia. 


(zdjęcie pochodzi ze strony: www.photoblog.pl)

 

 

wtorek, 30 grudnia 2014, countrygirl

Polecane wpisy

  • JĘZYK DWULATKA

    Od razu zaznaczę - nie będzie o Tracy Hogg i jej metodach wychowawczych, kompletnie dla mnie nie do zaakceptowania. Będzie o MOIM dwulatku i o JEGO języku. A ję

  • RÓW MARIAŃSKI...

    Ostatnio było o szczęściu... A dziś mam prawdziwy Czarny Czwartek... Dół, czarna dupa i rozpacz... Młodej znów skoczyła gorączka - boli ją głowa, snuje się po k

  • JA TO MAM SZCZĘŚCIE!

    Moja Mama zawsze mówiła, że mam więcej szczęścia niż rozumu. Coś w tym jest... Zawsze, gdy czyhało na mnie jakieś niebezpieczenstwo, udawało mi się tak zwanym p

Komentarze
Gość: , *.dynamic.chello.pl
2014/12/30 16:20:16
Wzruszyłam się i uświadomiłam, że wychowujemy dzieci nie dla siebie  niby wiedziałam, ale... No właśnie...