May you always do for others and let others do for you...
RSS
wtorek, 22 stycznia 2013

Dla wszystkich zainteresowanych - jeszcze jestem w pakiecie;-) Promocja 2 w 1 czyli komu, komu, bo jeszcze jestem w domu. Nie powiem - czekam juz z ustęsknieniem na rozpakietowanie, choć liczę się z tym, że do planowanego terminu jeszcze trzy tygodnie. Jestem już od zeszłego tygodnia w domu - wprawdzie jeszcze z komputerem na brzuchu i z komórką w kieszeni, ale już swoim rytmem, z nogami w powietrzu, często w pozycji horyzontalnej.

Z domowego frontu - torba już spakowana (JUŻ - hehehe, dobre!), pokój dla Kalafiora w zasadzie już urządzony - brakuje jedynie lampy i naklejek na ścianę. Lada dzień przyjedzie komoda z wanienką, którą zamówiłam w necie. Także teraz tylko pozostało czekać.... Niesztety to czekanie jest najgorsze... Takie bezproduktywne. Ale nie ma tego złego - "realizuję się" w kuchni, przygotowując żarcie dla rodzinki i mrożąc porcje na wypadek szybszego porodu. Potem nie będzie mi się już chciało pichcić w kuchni.

Patrzę za okno - nieźle nasypało.... Śniegu chyba po kolana...Jest pięknie - tak biało, ptaki przylatują w poszukiwaniu ziaren przeróżnych... A ja przed kominkiem z książką i herbatą z imbirem... Lubię zimę...

15:24, countrygirl
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 stycznia 2013

Wczoraj miałam dzień z psychodelą ;-) Najpierw oglądałam film dokumentalny o Timothym Learym (niestety - zasnęłam pod koniec; można by rzec, że LSD mniE uśpiło;-))), a późnym wieczorem po raz n-ty film Oliviera Stone'a "The Doors". Refleksje? Jim Morisson był nieźle stuknięty, ale i tak go kocham. Zawsze uwielbiałam popaprańców - kui rozpaczy moich rodziców...

U nas w domu w weekend rządziły wirusy - Młoda miała zapalenie oskrzeli, Mąż - typową grypę. Ja się dzielnie ostałam na polu walki, ale jestem mega, MEGA zmęczona.

Dobrze, że  mam "swoją" muzykę, która jest moją odskocznią do innego świata... Czy lepszego - nie wiem, ale przyjemniejszego - z całą pewnością. Dziś - dzięki mojej Skorpioniszce ulubionej - w głowie i w moim niepokornym hippisowskim duchu - śpiewa Bob Seger...

15:06, countrygirl
Link Komentarze (1) »
środa, 09 stycznia 2013

Przesilenie totalne... Dziś rano myślałam, że urodzę... Wszystko, cholera, absolutnie wszystko już mi się wali na głowę...

Mam złe wyniki badań, mam chore dziecko (zapalanie oskrzeli), które co rano wymyśla milion powodów z dupy, abym tylko została w domu, mam kaszel, mam zszargane nerwy, mam wszystkiego dość, mam doła. Mam ochotę wyjechać na Księżyc albo chociażby na Księżyc wysłać wszystkich członków rodziny, żeby  spokoju się wyspać i porobić NIC.

*********

Uffff.....Trochę się już wyciszyłam...Żal mi mojego Robaczka kochanego, że tak się na nią zdenerwowałam rano...Bez sensu... Zła ze mnie matka, zła!!!

 

13:16, countrygirl
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 stycznia 2013

Dawno nie pisałam, ale powiem szczerze - niewiele rzeczy mnie ostatnio inspirowało i niewiele się w moim życiu działo poza chorowaniem i użalaniem się (ale tylko wewnętrznym, broń Boże przed światem!) nad swoim "błogosławionym" stanem. Za to naprawdę wiele rzeczy miałam po prostu w pompie! No ale wiadomo - duch świąt Bożego Narodzenia powinien mimo wszystko tchnąć jakąś magię w moje tkanki i mimo totalnego przeciążenia fizycznego i psychicznego - jednak tchnął;-)

Ale prawdę mówiąc do napisania tego postu zainspirowały mnie trzy rzeczy. Może więc powinnam go rozłożyć na trzy posty, ale niech już będzie zawarte w jednym.

Po pierwsze zainspirowały mnie książki, które dostałam pod choinkę od Mikołaja. Lubię dostawać książki, lubię je czytać, lubię się dzielić opiniami na ich temat. W te święta też dostałam ich trochę. Ale nie jest niespodzianką, że czekałam najbardziej na "Wywiad z władzą" mojej ukochanej Oriany Fallaci. Lubię ją za kontrowersyjne podejście do tematu, za odwagę, za stanowczość, za szczerość w głoszeniu swoich poglądów, za upór i...za brak obiektywizmu. A nade wszystko uwielbiam ją za to, że czytając jej książki, mam ochotę zagłębić się w historię powojenną naszego globu. Konflikty zbrojne, inwazje, ataki terrorystyczne - to wszystko, co opisuje poprzez wywiady z ich inicjatorami, mobilizuje mnie do poszukiwania konkretnych dat, przyczyn, nazwisk, konsekwencji... Tak było zaraz po przeczytaniu jej słynnego wywiadu z Chomeinim czy Kadafim.

Druga rzecz, o której dość intensywnie myślałam w ostatnim czasie, to... śmierć. A właściwie fakt, jak ona wpływa na nas - żyjących. Nie wiem dlaczego, ale wyjątkowo mocno myślałam w te święta o mojej ukochanej babci Eli, która nie żyje już chyba od 15 lat, a która była dla mnie kimś bardzo ważnym i wyjątkowym. Jako dzieciak, uwielbiałam do niej jeździć, potem różnie z tym bywało. A teraz, po wielu latach, widzę że ja sama jestem bardzo do niej podobna... Ten sam temperament, ten sam momentami cięty język, ta sama złośliwość... Moja babcia Ela nie była tą ciepłą babcią, która robi ciepłe szaliki na drutach, piecze bułeczki dla swoich wnuków i opowiada im bajki do snu. Moja babcia Ela była raczej oschła w okazywaniu uczuć, w zasadzie to nie pamiętam jakichś wielkich czułości z jej udziałem. Ale wraz z jej odejściem, skończyła się dla mnie jakaś magiczna epoka, która kojarzyła mi się z bezpieczeństwem, z dzieciństwem, ze szczęśliwością... Zadziwiająca jest dla mnie siła skojarzeń i podświadomych wspomnień. Ja na przyklad, pijąc mocną herbatę, dość słodką i z cytryną (ale koniecznie w plasterku, ze skórką!) - widzę moją babcię Elę. Czuję, jakbym siedziała u niej przy stole i piję TĘ właśnie herbatę. Taką właśnie piłam ZAWSZE u babci... W te święta wypiłam sporo kubków TAKIEJ właśnie herbaty i ... może stąd te nostalgiczne wspomnienia dzieciństwa z babcią...

Do tego wszystkiego doszedł post Ojca Wirgiliusza, który - jak widać tutaj - również o niebie i o swoim bliskim rozmyślał w ostatnim okresie. Moja babcie pewnie jest w niebie. W tym swoim niebie, gdzie odpoczywa, pieląc grządki albo robiąc kompot agrestowy. Ciekawe, czy siedzi w bujanym fotelu??? Ciekawe, czy nadal piecze taki pyszny sernik? Pewnie pokłóciłybyśmy się z babcią - bo każda z nas lubi mieć ostatnie słowo. Pewnie poleciałoby trochę złośliwości. Pewnie nadal byłaby moją najukochańszą babcią...

A trzecia rzecz, która w jakimś stopniu przyczyniła się do tegoż posta, to temat błahy, ale...fajny i zabawny;-) Nie jestem fashion victim, ale kurcze, lubię się bawić modą, szperać w lumpach w poszukiwaniu oryginalnych ciuchów, przeglądać trendy w magazynach mody i dopasowywać je do swojego humoru, okoliczności no i budżetu. No ale niestety, od jakiegoś półrocza wszelkie trendy mogę sobię poglądać i powzdychać z utęsknieniem do czasów szczupłej talii;-) Magazyny z tzw. "niusami z dupy" pełne są w styczniu wielkich haseł w stylu :"Trendy 2013" lub "Bądź modna w 2013" czy też "Twoje ABSOLUTNE must have w roku 2013!". No i spoko - zdjęcia super, stylizacji w pip - dla każdego, coś miłego, ale cholera - wszystko musi jednak poczekać. Jeden z ostatnich wpisów na blogu Matyldy - tutaj - zebrał w jednym miejscu naprawdę fajne stylizacje na ten rok a ja - jako fanka mody typowo kobiecej, czyli pin-up girl czy tez styl lat 50-tych i 60-tych - mam nadzieję, że do wakacji i do tych wszystkich słodko-landrynkowych sukieneczek - zdążę zgubić to i owo;-)

Czas mnie już goni, a dom kompletnie nie jest przygotowany na rychłe już - było nie było - przyjęcie Maluszka, zatem czas się ewakuować. W środę planuję się pożegnać na najbliższe pół roku ze współpracownikami no i dać sobie chwilę oddechu w domu;-)

Ufff, no i to byłoby na tyle ;-)

 

15:20, countrygirl
Link Komentarze (1) »