May you always do for others and let others do for you...
RSS
poniedziałek, 28 lutego 2011

Czasem wolę uderzyć w stół i sprowokować, by nożyce się odezwały...

Casem wolę być dynamitem niż celofanem...

Czasem wolę dostać w pysk niż zaśpiewać jak Republika: "Tam w lustrze, to niestety ja..."

Tylko wariaci są coś warci...

21:20, countrygirl
Link Komentarze (2) »
czwartek, 24 lutego 2011

Każdy robi, to co lubi. A w każdym razie, powinien to robić. Chociaż – może powinnam powiedzieć jeszcze inaczej – każdy, poza swoimi bieżącymi obowiązkami, powinien znaleźć czas na robienie czegoś, co naprawdę lubi, co jest jego pasją, co go pochłania bez reszty. Coś, na co zawsze znajdzie czas, nie mając nawet chwili wolnego…

Ja mam w swojej głowie od dawna już pewien zamysł, który krąży, dojrzewa jak ser. Nie zdradzę oczywiście o co chodzi, nie uchylę nawet rąbka tajemnicy, ale mam nadzieję, że projekt się spodoba i że będzie ukończony w tym roku;-)

Także proszę wszystkich - trzymajcie kciuki!!!

14:00, countrygirl
Link Komentarze (4) »
środa, 23 lutego 2011

Ruda ma narzeczonego. Wczoraj, spędziła prawie cały dzień na dworzu, a kiedy po pracy późnym popołudniem wróciłam do domu, wróciła do domu…z kolegą !!! Taaaaak, Ruda weszła do domu, zaś czarny kawaler grzecznie został pod drzwiami. Ruda głodna od razu dała susa w kierunku swojej miski, zaś absztyfikant zrobił takie maślane oczy, że nawet mi zrobiło się go żal. Wystawiłam więc mu na zewnątrz miskę z jakimś mięsem, a on kulturalnie zjadł, podziękował, skłonił się nisko, poczym, życząc spokojnych snów, oddalił się w mroki nocy.. Nie jest nawet taki brzydki, rzekłabym, że nawet całkiem ładny – czarny, w białych skarpetach, tylko gruby ździebko…

Dziś rano patrzę, a Czarny …nocował na tarasie. Prawdę mówiąc, nie chciałabym mieć w domu kociarni z okolicznych wsi, ale obawiam się, że pewne tematy są i tak nieuniknione. Czas marcowania się zbliża…A z tego co się zdążyłam zorientować, Ruda jest jedną z niewielu panien na wydaniu w mojej okolicy… Kawalerowie przychodzą w konkury (dziś rano oprócz Czarnego przyszedł także znany nam już Siwus)… Ma się to powodzenie, tylko co ja biedna zrobię, jak mi się w szafie nagle sześć kociąt znajdzie…

11:26, countrygirl
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 lutego 2011

Walentynki… Jak ja nie lubię tego święta! Właściwie, nigdy go nie lubiłam – nawet w liceum, kiedy to święto tak brutalnie wdarło się w naszą polską rzeczywistość kolorowego okresu początku transformacji ustrojowej. Ten wszechobecny serduszkowy szał, presja, by komuś dać kartkę, promocje w sklepach na czekolady i bieliznę. Jakbyśmy się mieli kochać i okazywać tę miłość tylko raz w roku…

Jednak wczoraj, muszę przyznać, zostałam baaardzo miło zaskoczona przez mojego Męża walentynkową bombonierą z wiśniami w likierze. Piszę o tym z ogromnym zaskoczeniem i  zapewne każdy, kto zna mojego Męża także jest zaskoczony. A kto go nie zna osobiście, niech wie, że wiele mogę o nim powiedzieć, ale z całą pewnością z romantyzmem ma tyle wspólnego, co piec hutniczy.

Za to Młoda przyniosła z przedszkola serca wykonane na zajęciach plastycznych z podpisem „Od Majki dla Natalki”. I wielkie, czerwone, pluszowe serducho! I to też było miłe – na pewno dla Niej!

Ja jednak uważam, że jest to przede wszystkim święto sklepowe. Cóż, sama pracując w pokrewnej branży wiem, co to jest komercja i że na wszystkim  można zarobić;-)

15:17, countrygirl
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 lutego 2011

Przeszło dwa tygodnie ciszy i niebytu i to na własnym blogu, to już przesada! W dodatku wymaga natychmiastowego i wiarygodnego wytłumaczenia. No więc zaczynam…

Ostatnie dni, a może i tygodnie miałam naprawdę mega przepracowane. Prawie nie zauważałam co się dzieje za oknem, nie zwracałam uwagi na otaczający świat. Wstawałam rano, wracałam jak już było ciemno, siadałam przed kominkiem i marzyłam tylko o tym, by się wyspać i zresetować umysł. Czasem tylko, w niedzielne przedpołudnia, chwytałam za aparat i pstrykałam zdjęcia, aby uwiecznić ostatnie podrygi tegorocznej zimy…Sikorki, całymi chmarami przylatujące do karmnika, napawały mnie  z jednej strony radością, z drugiej – jakąś dziwną nostalgią i tęsknotą, że to wszystko już się kończy…

Poza tym, ostatnio znalazłam stare pudło, które śmiało można nazwać „skrzynią skarbów”. Znajdowały się w nim jakieś stare zapiski, czynione w liceum, kartki z okazji różnych okazji (urodziny, święta, pozdrowienia z wakacji) i – najciekawsze – posegregowane listy. Listy od przyjaciółek, znajomych, byłych miłości… Wszystkie ułożone chronologicznie, przepasane kolorowymi wstążkami – każdy nadawca innym kolorem… Wspomnienia sercem pisane…Łza się w oku zakręciła…

15:59, countrygirl
Link Komentarze (1) »