May you always do for others and let others do for you...
RSS
poniedziałek, 25 lutego 2013

Muszę na czas jakiś opuścić blogosferę...Nie dam rady pisać pomiędzy jednym karmieniem a drugim, pomiędzy jedną pieluchą a drugą, wyrywając sobie każde pół godziny snu...

Nie jest łatwe macierzyństwo. Podwójne macierzyństwo to istne wyzwanie. Nie wiem, czy jestem / będę dobrą mamą. Staram się, ale dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Postaram się kumulować swoje emocje i myśli "GDZIEŚ" - może w głowie, może na papierze, może jak agent Cooper zaopatrzę się w dyktafon i każdy wieczór zacznę słowami: "Diane, jest 22:35..."

15:28, countrygirl
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 lutego 2013

O 5:05 przyszedl na ten swiat Olek. Sliczny,duzy,zdrowy. Jestesmy z niego dumni. A ja jestem takze dumna z Taty,ze tak ladnie dal sobie rade ze mna i ze swoimi emocjami.Kocham Was,moi chlopcy!

20:32, countrygirl
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 lutego 2013

Już od jakiegoś czasu odrzucało mnie od czytania jakichkolwiek poradników okołomacierzyńskich czy szeroko rozumianych magazynów parentingowych. Teraz, kiedy z niecierpliwością oczekuję drugiego rozwiązania - jak zwykło eufemistycznie nazywać się fizjologiczne zakończenie ciąży zwane porodem - od wyżej wymienionych dobrych rad odrzuca mnie jeszcze bardziej. Mniej więcej tak, jak odrzucało mnie od słodyczy w dwóch pierwszych trymestrach ciąży (PS - odbijam sobie teraz). Po szybkim rekonesansie moich matczynych lektur stwierdzam, że mam w swej biblioteczce dwie książki Tracy Hogg ("Język niemowląt" i "Język Dwulatka" - z których to pozycja nr 1 jezcze jako tako się przydała, natomiast nr 2 o wiele lepiej sprawdziła się jako podpieraczka do innych książek) oraz jeden idiotyczny poradnik w sztywnej okładce, dodawany  niegdyś do magazynu Mamo To Ja. Informacje w nim są pobieżne, pełne błędów językowych, gramatycznych, interpunkcyjnych a nawet - o zgrozo! - ortograficznych! Zatem leży w toalecie, jako tzw. "literatura kiblowa".

Zatem - dzięki Ci, o Vinti, za jakąś inteligentną lekturę!!! Bo książkę Małgorzaty Łukowiak "Projekt Matka" czytam z zapartym tchem, nie mogę się od niej oderwać i w zasadzie odkładam ją jedynie z czysto racjonalnych pobudek - BO MUSZĘ ZJEŚĆ, BO MUSZĘ IŚĆ DO TOALETY, BO MUSZĘ ODEBRAĆ TELEFON, BO JEST JUŻ GRUBO PO PÓŁNOCY i zwykła ludzka przyzwoitość nakazuje NORMALNYM ludziom iść już spać.

W pełni identyfikuję się z Autorką. Cytując za słowami z okładki: Jestem Matką Nigdy Nie Mogę Odpuścić, Matką Mnie Nikt Nie Zastąpi, Matką Zaraz Oszaleję, Matką Po Co Mi To Było, Matką Dziergaczką Rzeczywistości i na dodatek Matką Polką. Czasem drażni mnie zbyt wyszukane słownictwo, zbyt wiele zdań podrzędnie złożonych, zbyt dużo wtrąceń wyrazów w stylu: imponderabilia, in spe, ergo itp. Z drugiej strony - cieszę się, że mogę choć w takiej formie dokształcać swoje słownictwo ;-)

Aktualnie jestem jeszcze inkubatorem dla Kalafiora i Workiem Treningowym dla Młodej. Przy okazji jestem jedną wielką zagadką dla samej siebie, jedną wielką traumą dla samej siebie i jedną wielką beczką prochu...

11:03, countrygirl
Link Komentarze (3) »
czwartek, 07 lutego 2013

Dziś chcę opowiedzieć o milości właśnie. Nie o mojej własnej. Tylko o tej książkowej. Ale o książkowej inaczej. Nie o miłości z Mniszkówny czy serii Harlequin. To opowieść o miłości, tak wielkiej, że w zasadzie niemożliwej.

Pierwszy raz usłyszałam o tej książce chyba na początku stycznia. To był piątek, jak zwykle rano, odwożąc Młodą do przedszkola, słuchałam radiowej Trójki. W piątki redaktor Michał Nogaś przedstawia swoje subiektywne recenzje tego, co warto przeczytać. I to wtedy właśnie opowiadał o "Miłości z kamienia" Grażyny Jagielskiej. Zaczęłam szukać informacji, zaczęłam mielić w głowie różne refleksje. Chciałam kupić książkę, ale już wtedy miałam naprawdę spory  brzuch i stosunkowo mało energii, żeby biegać po księgarniach. Miałam też inne pilniejsze i ważniejsze wydatki, by kupić pozycję przez internet. Ale myśli wracały...

Killa dni temu przeczytałam w jakimś magazynie kobiecym wywiad z obojgiem - z Grażyną Jagielską i jej mężem Wojciechem - bodajże najpopularniejszym korespondentem wojennym... Połączyła ich pasja - podróże, życie na walizkach, ale jednocześnie to właśnie ta pasja jest / była powodem ich tragedii... Nie wiem czy to książka bardziej o miłości, czy o nałogu. Bo uzależnienie od pasji to jest właśnie to, w co uwikłani byli oboje. Dla niego tym narkowtykiem był konflikt, wojna i potrzeba "zrobienia materiału". Dla niej ta wojna była dramatem, udręką. On realizował swą pasję, ale to ona była na wojnie. To ona zmagała się ze strachem, bólem, z tzw. syndromem stresu bojowego. Nigdy nie powiedziała mu:"zostaw to, nie jedź". Wiedziała, jak bardzo to może być wciągające. Wiedziała, że te wyjazdy i reportaże to całe jego życie. A jeśli się kocha, to na 100%. Zero kompromisu.

Pani Grażyna Jagielska leczy się w klinice psychiatrycznej. Jej mąż zrezygnował z wyjazdów. Dla niej. By być z nią i z dziećmi. By uwolnić ją od strachu. By pokazać, ze to właśnie ONA a nie pasją jest miłością największą i najważniejszą. Być może my straciliśmy najwybitniejszego korespondenta wojennego, ale mam nadzieję, chcę w to wierzyć, że dzięki temu oboje mają szansę wyjść na prostą i ponownie się odnaleźć. Że ich miłość jest twarda jak kamień...

PS. A z tzw. "innej beczki" - czytam co innego. Literatura nieco lżejsza, choć też do refleksji. Pożyczyła mi Vinti ciekawą książkę "Projekt Matka". Nie, nie jest to absolutnie poradnik prawidłowego dostawiania dziecka do piersi. To bardzo osobista książka o dojrzewaniu do decyzji "Chcę być matką". Mam nadzieję, że skończę do porodu, choć prawdę mówiąc - chcę urodzić ASAP!!!!

 

 

 

14:25, countrygirl
Link Dodaj komentarz »