May you always do for others and let others do for you...
RSS
piątek, 21 lutego 2014

To nie jest zbiorowa histeria. To nie efekt medialnego szumu, I nie efekt dzikiego tłumu. To odruch serca! Zwykły ludzki gest. Taki sam, jakie nam okazywano 25 lat temu, kiedy Zachód kibicował nam w walce o naszą wolność.W tej całej zawierusze przypomina mi się nasza historia najnowsza. My też mogliśmy w taki sam sposób walczyć o naszą niepodległość... Nasz rok 1989 mógł wyglądać tak, jak na Ukrainie... I Bogu dziękuję za naszą polską mądrość w tym czasie (brzmi jak oksymoron - prawda?) i  za rozmowy Okrągłego Stołu...

To była chwila. Codziennie rano niecierpliwie włączam telewizor, odpalam intetrnet... Każdego wieczora oglądam relacje z Majdanu... Jestem zdruzgtana sytuacją na tym niegdyś najpiękniejszym, reprezentacyjnym placu Kijowa. Dziś - pogorzelisku... Z dziesiątkami rannych i zabitych precyzyjnymi strzałami w głowę, w serce... Ludźmi takimi samymi, jak my, którzy jedyne czego chcą, to być Europejczykami.

Dlatego działając pod wpływem chwili - dziś łączę się z narodem ukraińskim. Jestem z nim i chcę to pokazać - choćby tą symboliczną niebiesko-żółtą kokardką...

10:27, countrygirl
Link Komentarze (3) »
wtorek, 18 lutego 2014

Po raz kolejny, nie wiem już który, stwierdzam, że RUCH MNIE KIEDYŚ ZABIJE.

Tak, wszelka aktywność fizyczna - poza tym, że bywa przyjemna i po drugiej ciąży jest jak najbardziej wskazana - mi nie służy. A jednak...ponownie podjęłam próbę . Najpierw masa - potem rzeźba, a zatem wyciskam poty, biegam, i spalam zjedzone w ciągu dnia kalorie. Niestety, na każdym kroku, życie mi mówi "nie idź tą drogą" i pcha mnie w odwrotnym kierunku. Ja walę dziada między oczy i mówię: NO WAY!. Wbrew głosowi wewnętrznemu i wbrew logice mojej w ogóle - idę ćwiczyć.

Dostałam więc za swój upór i determinację... Wczoraj, z wrodzonym sobie wdziękiem, i z gracją modelki na wybiegu (lub - jak kto woli - gwiazdy na czerwonym dywanie), ległam jak długa tuż pod samym wejściem do fitness clubu. Buahahahaha!!!! Musiałam wyglądać mniej więcej tak:

(Też miałam wczoraj niebieską sukienkę i też jestem blondynką;-) Tylko w odróżnieniu do Carmen, nie rzucałam tak zalotnych całusów gapiom wokół...)

Ubaw miała połowa ludności, zgromadzonej przy sztangach oraz na bieżniach i pani w recepcji. Ubaw miałam i ja. A jako że jestem osobą z dość dużym dystansem do siebie i traktującą siebie z dość pokaźną dawką humoru, wstałam i otrzepałam piórka i pozbierałam porozrzucane w promieniu dwóch metrów komórki, lakiery do paznokci, skarpetki młodej, gryzaki młodego, klucze, długopisy, stare rachunki za prąd, ulotki, zostawione za wycieraczką samochodu. Ot - damska teorebka - kopalnia skarbów i studnia bez dna!

Na płaskich obcasach i na równym podłożu... O własne nogi się potykając... No cóż, dobrze, że tylko kolana poobijane i nadgarstek lekko siny. Pasuje mi do koloru oczu!

 

 

14:19, countrygirl
Link Komentarze (4) »
środa, 12 lutego 2014

Mówią, że świat pogrążony w kryzysie. Że idziemy ku zagładzie. Że Dzień Sądu już bliski... Upadki gigantów finansowych, bezrobocie, "bestie" wychodzą z więzienia, Ukraina w ogniu, GMO, trzęsienia ziemi, tsunami...

Strach się bać...

A dla mnie zaczyna się nowy okres. Nowy ciekawy czas. Ukoronowanie mojej pracy i spełnienie mojej pasji! Czas pełen wyzwań. Czas wspaniałej przygody, która być może przerodzi się w coś więcej. A może na zawsze pozostanie li tylko cudownym epizodem...

Nieważne. Potrzebuję tylko mniej snu i nieco więcej cierpliwości. Reszta się poukłada. Mam przecież wokół siebie ludzi, którzy mi sprzyjają...

15:38, countrygirl
Link Dodaj komentarz »
piątek, 07 lutego 2014

Ja i Mój Mąż... Dziwna z nas para...Trudno znaleźć dwoje bardziej od siebie różnych ludzi. Ja-ogień, On-woda. Ja-huragan, On-siła spokoju. Ja-chaotyczna, On-skupiony. Ja-hipis, On-komandos. Ja zafiksowana na mediach społecznościowych, blogach, On-antysocialmediowy. Ja-domowa bogini, On-powsinoga, obieżyświat. Ja-śpiewająco kłamiąca,grająca na nerwach, On-moralnie czysty jak kryształ. Ja-zawieram znajomości nawet w kolejce po karpia, On-obserwuje z boku. Ja-slomiany zapał, On-długotystansowiec. Ja-czerpiąca energię ze świata i z innych ludzi, On-z kosmosu. Ja-kocham koty, On-psy, Ja-kamikadze na drodze, On-jeździ jak rodowity Niemiec, Ja-bezczelna, On-wyważony. Ja-mielę jęzorem od rana do nocy,On-milczy. Ja-ranię słowami, On-nie żałuje niczego...

Lubimy inne książki, oglądamy inne filmy, słuchamy innej muzyki. Preferujemy inny styl ubierania się, inaczej jemy, inaczej wychowujemy dzieci. A jednak jest coś, co nas łączy. Coś poza kredytem i dziećmi. Coś, co jest trudne do uchwycenia. Coś, co sprawia, że mimo wszystko cały czas jesteśmy jednym. Że nie wyobrażamy sobie jutra bez siebie. Że wciąż po różnych zawieruchach zasypiamy przy sobie, rozmawiając nie o dzieciach, tylko o nas. I ciągle nas siebie mało...

I kiedy tak to piszę, to sobie uświadamiam, że walę w tynki niedługo;-)

13:57, countrygirl
Link Komentarze (1) »