May you always do for others and let others do for you...
RSS
wtorek, 30 listopada 2010

Chodzi o wczorajszy dzień ;-) W niedzielę wieczorem dopadł mnie jakiś dziwny wirus. Niby grypa żołądkowa, ale nie do końca… Może więc raczej niestrawność…Sama nie wiem, ale wczorajszy dzień i poprzedzającą ją noc uważam za niebyłe. Wczoraj nawet nie poszłam do pracy, zostałam w domu i ... marzyłam, aby ten dzień już się skończył.

 A taki fajny był weekend… Tyle można by pozytywnych myśli na blogu napisać. Na przykład to, że zaliczyliśmy pierwsze zimowe spacery w tym roku… Było pięknie – zimno, biało, sanki sprawnie sunęły przez las, a pod nogami skrzypiał świeży śnieg… Albo to, że jestem wdzięczna mojej mamie za to, że zachęcała mnie od małego do uczestnictwa we wszystkich domowych pracach kuchennych i że nie zakazywała mi eksperymentów kulinarnych, mimo iż wiele z tych pierwszych kończyło się totalnym fiaskiem… Dzięki temu wiem, jak po ugotowaniu rosołu wykorzystać mięso (zmielić i zrobić pierogi z mięsem) albo jak zrobić domowy kisiel, gdy zabraknie tego z paczki, albo jak się robi domowy sos musztardowy…

14:32, countrygirl
Link Komentarze (2) »
piątek, 26 listopada 2010

Wczorajszy basen wyciągnął ze mnie resztki energii. W Młodą wręcz przeciwnie - energia wstapiła ze zdwojoną siłą niz zazwyczaj. Podsumowując, obie zasnęłysmy ok. godz.21.30. Wszystko przez to, że na basenie byłyśmy pierwszy raz od kilku miesięcy, więc radość w oczach dziecka była naprawdę bezcenna! Nie obyło się bez gwiazdorzenia - "Sofia Loren" zażyczyła sobie pływać w czepku, więc nie było dyskusji. Efekt poniżej;-)

08:35, countrygirl
Link Komentarze (1) »
czwartek, 25 listopada 2010

Zaczynam się uzależniać – ostatnio prawie codziennie funduję sobie zestaw promocyjny, czyli: pizza domowej roboty (z czymkolwiek, byle cieniutka), kieliszek wina (może być podłej klasy) i kolejne odcinki dr Housa, oglądane w domowym zaciszu, w kapciach na fotelu, przed kominkiem. Nie wiem tylko, od czego szybciej sie uzależnię ;-)

A propos kominka, jeszcze trzy miesiące temu miałam wielki problem, żeby rozpalić ogień. Więcej  było dymu i nerwów. A teraz – proszę bardzo! Wracam do domu, zbieram badyle na rozpałkę, trochę kory brzozowej, karton i udaje się od jednej zapałki! Voila – chwila moment i już przyjemne ciepło i zapach drewna rozchodzi się po domu!

Dziś rano po raz pierwszy zobaczyliśmy śnieg. No, tyle tego śniegu, co kot napłakał, ale zawsze trochę bieli.I jeszcze od samego rana przeprowadzałam dysputę medyczną z moją przyjaciółką na temat niesteroidowych leków przeciwzapalnych – tak generalnie ;-) Muszę jednak posprawdzać parę rzeczy… Coś mi się nie zgadza… Będę temat drążyć niczym Hercules Poirot aż poznam prawdę!

A wczoraj wieczorem, gdy już leżałam w łóżku, wplątał mi się do głowy - nie wiedzieć czemu - fragment Dezyderaty: "Z całym swym zakłamaniem, znojem i rozwianymi marzeniami, ciągle jeszcze ten świat jest piekny...". I tak siedzi do teraz... 

11:05, countrygirl
Link Komentarze (1) »
środa, 24 listopada 2010

Po czterech tygodniach pozbyliśmy się gipsu. Sama akcja trwała szybko i sprawnie, a pacjentka była wyjątkowo dzielna. Nie ma się nad czym rozpisywać. Jako że wzięłam cały dzień wolny, postanowiłyśmy spędzić go wspólnie na wszelkich możliwych przyjemnościach. Tak więc było kino (pierwszy raz w życiu Nati), popcorn, rodzynki w czekoladzie, potem ciuchowy shopping, McDonald (Bóg mi świadkiem, że chciałam pójść z Młodą do mniej komercyjnej „restauracji”, ale to dziecko z pokolenia konsumpcji i popkultury, więc nie było innej opcji), wspólne przygotowywanie koktajlu owocowego. Na koniec razem lepiłyśmy z plasteliny stworki najrozmaitsze. Potem kąpiel, kolejny rozdział „Kajtusia czarodzieja” i Młoda już spała. I wówczas w mojej głowie zaczęło się kłębowisko myśli…

Myślę, że jestem niezłą matką, tylko… egoistką. Dlaczego? Bo uwielbiam spędzać czas z moją córką, ale … TYLKO we dwie. Uwielbiam robić z nią rzeczy, które robią tylko Matka z Córką – oglądać babskie filmy w kinie, kupować ciuchy, śpiewać w samochodzie, spędzać czas w kuchni, gadać w łazience, oglądać kosmetyki i tańczyć w piżamie. To jest super sprawa, tylko tego czasu wciąż mało… Rozczuliło mnie, gdy Młoda wczoraj mi powiedziała: „Mamusiu, nie chcę, żebyś jutro poszła do pracy. Chcę, żebyś jeszcze jutro była ze mną. Jeden dzień to za mało…”

Na szczęście wkrótce weekend!

10:29, countrygirl
Link Komentarze (2) »
czwartek, 18 listopada 2010

Dom jest zdecydowanie za duży na dwie osoby. Zwłaszcza, jeśli jedna z tych osób ma dopiero 3,5 roku…Niby wszystko ok., niby ze wszystkim sobie radzę – rozpalam kominek, dbam o ogrzewanie, dbam o kota, wszystko jest właściwie pod kontrolą, nie boję się, że ktoś zły wtargnie do domu… Ale, niefajnie się wraca do pustego domu…  Niefajnie się zasypia gdy nikt nie mówi, gdy nawet radio nie gra…

No nic… jeszcze tylko dwa dni bez męża i wszystko wróci do normy…Chociaż tęsknię przeogromnie…

Wczoraj – dla zabicia tęsknoty i pustki – obejrzałam sobie „Sens życia wg Monty Pytona” i zjadłam wielką home-made pizza  z serem pleśniowym! A co – żyje się raz!

09:25, countrygirl
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 15 listopada 2010

Czyż to nie obłęd??!! W sklepach królują już bombki, choinki, łańcuchy, wielkie mikołajowe bombonierki i czekolady o smaku piernika. No cóż – i ja dałam się już „złapać na haczyk” i większość prezentów świątecznych (bożonarodzeniowych) mam już zakupionych. Są dobrze (mam nadzieję) schowane, lada chwila będę je pewnie pakować… Na najbliższe wieczory zaplanowałam sobie…robienie kartek świątecznych. Prawie co roku obdarowuję moich przyjaciół i znajomych własnoręcznie przygotowanymi malutkimi karteczkami z życzeniami pięknych świąt Bożego Narodzenia i wszelakiego szczęścia.

W tym roku, ponieważ organizujemy pierwszą w nowym domu wigilię, zapewne będzie sporo przygotowań, ale też chcę, by atmosfera tych świąt była niezapomniana dla wszystkich. Wczoraj ulepiłam już ok.60 malutkich uszek grzybowych do barszczu…Lada moment zabieram się za pierniczki, dekoracje girlandami… Oj, będzie się działo!

A póki co - mamy piękną ciepłą złotą polską jesień! Podobno przez cały tydzień. Chwilo trwaj!

08:56, countrygirl
Link Komentarze (1) »
piątek, 12 listopada 2010

Zadziwiające, jak z każdego, nawet najbardziej radosnego święta, my - Polacy - potrafimy zrobić smętne i ociekające powagą i patosem obchody. Pochody, demonstracje, smutni panowie z wąsami (lub bez), w kapeluszach i czarnych smutnych płaszczach...Groby, salwy, pokłony...

A my nie! Na przekór pogodzie, katarowi i gorączce oraz wbrew narodowej tradycji, postanowiliśmy Święto Niepodległości spędzić w radosnych humorach. Były wygłupy, wspólne śpiewanie i tańcowanie dookoła stołu, dobre jedzonko i malowanie Pani Jesieni.

10:18, countrygirl
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 listopada 2010

Zapewne przez wrodzone lenistwo nie poszłam na medycynę. Bo umówmy się  - studia ekonomiczne do najbardziej wyczerpujących nie należą i człowiek sobie na nich rękawów nie wyrywa. Tak czy inaczej – studiów nie podjęłam, ale zamiłowanie do medycyny jest. I to silne. Czasem przydaje się w codziennych sytuacjach, czasem nurtuje, czasem denerwuje, a czasem nie daje spać w nocy…

Wczoraj obejrzałam pod rząd 5 odcinków serialu „Dr House”. Wiem, jak działają i jak się rozprzestrzeniają enterowirusy oraz co można leczyć kolchicyną i gdzie ją można znaleźć. Czy jestem mądrzejsza medycznie GENERALNIE? Niespecjalnie, ale miło się oglądało – czasem po raz kolejny – odcinki o szalonym doktorze, niebywałym umyśle i totalnym ignorancie wobec drugiego człowieka. Fajnie też czasem towarzystwie błysnąć jakąś skomplikowaną nazwą medyczną;-) Zresztą z Housem mam tak, jak z kryminałami Agaty Christie, czytanymi po raz drugi. Niby wiem, kto zabił i jaki będzie finał, ale dochodzenie do rozwiązania zagadki jest zawsze pasjonujące i przeżywam je z wypiekami na twarzy.

Szacun i rispekt;-)

08:42, countrygirl
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 08 listopada 2010

To nieprawda, że jak wykrzyczymy swoje emocje, to będzie nam lepiej… Nie jest lepiej... Jest ciszej… Jest senniej… Jest smutniej… Emocje są moim najgorszym wrogiem… Nie umiem nad nimi panować, a potem… Od słowa do słowa i świat się wali…Grunt się spod nóg usuwa…Jedna skrajność rodzi kolejną i następną…

Aż w końcu przychodzi poniedziałek i wszystko wraca do normy. Sprawy powoli nabierają odpowiedniego tempa i jakoś idzie…

Usiądźmy wieczorem przy herbacie, mamy duży stół, dobry do rozmów…

10:16, countrygirl
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 listopada 2010

Całe moje życie to jedno wielkie gówno...Wszystko idzie nie tak...

12:13, countrygirl
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2