May you always do for others and let others do for you...
RSS
wtorek, 28 grudnia 2010
poniedziałek, 27 grudnia 2010

Tuż przed samą wigilijną wieczerzą naszedł mnie ten specyficzny, sentymentalny klimat… Przypomniała mi się piosenka, którą wiele lat temu słyszałam w wykonaniu nieżyjącego już  Jacka Kaczmarskiego – „Wigilia na Syberii”. Nie było więc innej opcji, jak wpleść ów motyw w moją „przemowę” powitalną. Te kilka słów w moim wykonaniu było – mam nadzieję – tylko nieco patetyczne (ale nie „napompowane”), raczej uroczyste i na szczęście krótkie. Było sporo osób; z każdym trzeba było podzielić się opłatkiem, każdemu życzyć wszystkiego dobrego…

Pomimo licznej ekipy gości, pomimo mnogości prezentów i papierów od nich, pomimo chaosu i ogólnie panującej wrzawy, pomimo sterty brudnych naczyń do mycia – to był piękny wieczór. Pełen ciepła, miłości, radości, rodzinności…

Kilka wigilijno-świątecznych zdjęć wrzucę jutro;-)

13:00, countrygirl
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 20 grudnia 2010
środa, 15 grudnia 2010

Od czasu przeprowadzki, czyli już pół roku, żyjemy  bez telewizji. Telewizor jest – nie ma telewizji;-) Kiedy mówię o tym ludziom, reakcje są dwojakie. Jedni patrzą ze zdziwieniem, wręcz z oburzeniem, jak można żyć nie śledząc losów uczestniczek telenoweli „hał tu bi e tapmadl?” albo nie oglądać relacji na żywo z konferencji – powiedzmy – Pawła Poncyliusza… Drudzy z kolei patrzą z nieukrywanym „podziwem” – jakby porzucenie telewizji było poświęceniem na miarę obrony reduty Ordona. A ja – ot co – po prostu nie zainstalowałam talerza na dachu domu i dobrze mi z tym…

Nie mówię, czasem chciałabym posłuchać "gadających głów", ale jeśli idzie o resztę spraw, to nie brakuje mi niczego. Mamy sporo płyt z dobrymi filmami, a Młoda ma swoje bajki, więc oglądamy tylko to, co chcemy, a nie jak leci. Jestem na bieżąco ze wszystkim, co się dzieje na świecie. Nawet reklamy oglądam na youtubie… I – co najważniejsze – dużo czasu spędzam z bliskimi. Śmieję się, że przez 5 lat małżeństwa nie rozmawiałam tyle z moim mężem, co przez ostatnie pół roku ;-) I czytam, czytam – dużo czytam…Wracam nawet do szkolnych lektur – „Ziemia obiecana”, „Wesele”, „Dżuma”.

Dobrze mi bez telewizji…

09:57, countrygirl
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 grudnia 2010

Lubię musical „Chicago” z kilku powodów. Lubię klimat lat 20-tych ubiegłego wieku – whisky lejąca się z instalacji niewiadomego pochodzenia, kluby jazzowe, pióra na głowie, sukienki mini z frędzlami i milionem cekinów, szyfony, kaszmirowe płaszcze, wytworne salony, charleston, Al Capone…

Wczoraj obejrzałam po raz kolejny ten film i znów poczułam się jakbym dwie godziny spędziła w Chicago w czasach prohibicji. Pierwszy raz obejrzałam go kilka lat temu SAMA w kinie (kiedyś, uwielbiałam sama chodzić do kina; dziś – wolę zasiąść przed TV w kapciach i szlafroku z drinkiem lub winem w dłoni) i pamiętam, że na wielkim ekranie ten musical robił piorunujące wrażenie – muzyką, choreografią i całym anturażem.

A przede wszystkim – wielki, wielki „szacun” dla Catherine Zeta-Jones za sceniczne wygibasy!

15:07, countrygirl
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 13 grudnia 2010

Patrzę za okno i tak sobie myślę… czy mam w samochodzie miotełkę do odśnieżania samochodu… Rano wyjeżdżałam z garażu, więc było dobrze, ale teraz pada – padają wielkie płaty śniegu. I wszystko wskazuje na to, że padać będzie cały dzień.

Niech pada… Wczoraj wieczorem wybraliśmy się sankami na spacer. Wróciliśmy zmarznięci, z czerwonymi policzkami, z siniakami od wywrotek i ze śniegiem w butach. Ale szczęśliwi, głodni i gotowi wskoczyć do łóżka!

Może dziś zrobimy powtórkę z rozrywki;-)

10:15, countrygirl
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 grudnia 2010

Zawsze lubiłam przedświąteczną atmosferę, ale to, co się teraz dzieje w sklepach, to istne szaleństwo i nie ma związku z tzw. „duchem świąt”. Wiem, wiem, może ostatnio zbyt często o tym duchu wspominam, ale taki okres… W radiu „Last Christmas”, w marketach „Jingle Bells Rock”, pełno poprzebieranych grubasów z czerwonymi nosami, bynajmniej nie od zimna. Ścisk, tłok, przepychanki koszykowe i frustraci w kolejkach do kas.

Uciekłam od zgiełku wielkiego miasta, który mnie przytłaczał, męczył. Uciekłam od tego wszystkiego tam, gdzie jest spokój, cisza, ciemność…Choć czasem są problemy z wyjazdem (dziś np. zakopałam się po kolana w śniegu), czasem jedzie się z zawrotną prędkością 5 km/h po nie do końca odśnieżonych drogach, czasem "zapomni się" przywieźć drewna z drewutni do domu, czasem prąd wyłączą – to wszystko nie ma znaczenia. Kiedy wracam do domu, patrzę jak sąsiedzi już udekorowali swoje ogródkowe choinki lampkami, podziwiam wieńce bożonarodzeniowe, jakie powiesili na swoich domach…Wracam do domu – cały czas pachnącego pierniczkami, siadam przed kominkiem i przytulam kota… Jestem w innej bajce.

Scarlett O’Hara mawiała: „Tutaj żyję. Tara jest częścią mnie a ja częścią Tary”. I choć ja jeszcze nie czuję aż tak mocnej emocjonalnej więzi z moim miejscem, to czuję, że nie mogłabym już żyć inaczej i gdzie indziej…

09:35, countrygirl
Link Komentarze (1) »
środa, 08 grudnia 2010

Mama mojej przyjaciółki Agaty piekła najpyszniejsze w świecie pierniczki bożonarodzeniowe. Zresztą, pani Krystyna, była mistrzynią jeśli chodzi o dekoracje nie tylko tychże pierniczków (których u nich w domu w okresie świątecznym było zawsze pod dostatkiem), ale również całego domu. Ich dom był nasiąknięty "duchem świąt Bożego Narodzenia" i uwielbiałam to. W każdym razie - taki obraz ich domu mam zapisany w pamięci... Po wielu latach mama Agaty udostepniła mi swój sekretny przepis na pierniczki i... nic się nie zmieniło. TO NADAL SĄ NAJPYSZNIEJSZE ŚWIĄTECZNE PIERNICZKI NA ŚWIECIE!!!

Tak więc wczoraj upiekłam resztę pierników z ciasta, które zagniotłam w niedzielę. Wyszło chyba z 10 blach ! A dzięki uprzejmości mojej koleżanki Marty, tegoroczne pierniczki będą miały kształty najprzeróżniejsze - koniki, renifery, aniołki, lokomotywa, prezenty, czapka Mikołaja, ludziki...

Ktoś chętny do ozdoby miliona ciastek???

08:29, countrygirl
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 06 grudnia 2010

Jak miło było dziś popatrzeć na czyste buty przechodniów… Jest w roku tylko jeden taki dzień, kiedy większość z nas ma czyściutkie, wypastowane buty;-) Każdy – młody czy stary – liczył chyba na jakiś drobiazg w swoim bucie…Nam jak zwykle napakował słodycze;-)

A ja z zapałem, jak co roku, upiększałam swój dom świątecznymi dekoracjami. Coprawda, wiele z nich zostało jeszcze w piwnicy w naszym poprzednim mieszkaniu, ale część jakimś dziwnym trafem znalazła się już w domu. Najważniejsza – girlanda – jest już okręcona wokół poręczy na schodach. Miło też patrzy się na parapet kuchenny, choć znając życie – kot zaraz zacznie harcować i dekoracje parapetowe szlag trafi. No cóż, chcę się nimi pocieszyć chociaż jeden dzień!

Muszę jeszcze się psychicznie nastawić na kocie szaleństwa w związku z choinką… Zakładam, że kilka razy na ziemi wyląduje, bo kot nie przepuści migającym światełkom i szeleszczącym łańcuchom…

  

09:30, countrygirl
Link Komentarze (2) »
piątek, 03 grudnia 2010

Chyba sporo we mnie dzieciaka... Wbrew wszystkiemu - kocham zimę! Pomimo iż marzną mi stopy, ręce i nos; mimo że jeździ się z zawrotną prędkością 30 km/h; pomimo że nie zawsze wyrabiam na zakręcie; pomimo.... KOCHAM ZIMĘ!

W tym tygodniu było pieknie za oknem... Jakże żałowałam, że wychodzę z domu, gdy JESZCZE jest ciemno, a wracałam, gdy JUŻ było ciemno... Takie piękne zdjęcia można by zrobić... Ale dziś wyrwałam się na minutę na nasz firmowy parking, gdzie stoi przepięknie ośnieżony ostrokrzew. Cudo...

14:53, countrygirl
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2