May you always do for others and let others do for you...
RSS
piątek, 13 grudnia 2013

Dziś nie będzie z przekąsem, ironią, ani z sarkastycznym poczuciem humoru. Dziś będzie słodkopierdząco i landrynkowo. Zatem jeśli ktoś nie lubi takiego stylu, niechaj dziś opuści ten lokal. Dziekuję, Wychodzimy.

Święta Bożego Narodzenia są wyjątkowym czasem. Magicznym okresem wyczekiwania, drżenia serca w niepewności i napięciu. Czasem, kiedy myślimy ciepło o bliższych i dalszych, choć za oknem mróz i śnieg trzaska pod kozakami. To czas, kiedy wypatrując pierwszej gwiazdki myślimy o naszych pragnieniach, robimy szybkie resumee przed samym sobą, by upewnić się, że byliśmy grzeczni i że z pewnością nie zasłużyliśmy na rózgę od Grubasa w czerwonej czapie i z długą białą brodą... Bo święta to czas, kiedy nasze marzenia się spełniają.

To także czas, kiedy jakoś łatwiej nam przychodzi pomoc innym. Ładując na supermarketowy kosz worek z trzema karpiami, dwoma kilogramami kiszonej kapusty, wiadrem majasów, skrzynką mandarynek i kartonem czekoladowych mikołajów - czemuż by nie dorzucić zgrzewki mąki i ryżu, by te zaraz za kasą przełożyć do stojącego za kasami kosza z Caritasu? Organizujemy Szlachetne Paczki lub chociażby dokładamy się do nich. Kupujemy kartki świąteczne malowane ustami czy nogami czy w końcu przepłacamy trzykrotnie za opłatki, wciskane nam przez hipermarketowe Aniołki. Ot, wszystko z dobrego serca. I nie jest ważne, że to takie nasze zagłuszanie własnego sumienia, poczucia winy, że na co dzień nie mamy czasu aby pomóc komuś indywidualnie. Nie ma znaczenia fakt, że to tylko efekt tłumu i sztucznie wywołanego poczucia solidarności, bo w święta nikt nie powinien być sam i nawet Kevin ostatecznie nie spędzał świat sam ani w domu, ani w Nowym Jorku...

A teraz przechodzę do meritum. Tak, wierzę głęboko w dwie banalne sprawy. Po pierwsze - że marzenia się spełniają. I po drugie - że cudownie jest robić coś dobrego dla innych całkowicie bezinteresownie i czuć się przez to dobrym (czy choćby tylko odrobinę lepszym) człowiekiem. Polecam zrobić coś miłego drugiej osobie, kompletnie nieznanej - to naprawdę fajne uczucie, kiedy uśmiechasz się na ulicy do nieznajomego, a on patrzy na ciebie jak na wariata, któremu nie wiadomo o co chodzi. Jakiś czas temu zostałam poproszona o wzięcie udziału w ciekawym projekcie. O napisanie krótkiego felietonu na temat... dowolny, łączący się z macierzyństwem. O napisanie kilku zdań na temat swoich radości i smutków, które wpisane są w bycie mamą. O czym chcę. Zatem napisałam o dość specyficznej relacji i wymianie ognia na linii JA MATKA - BABCIA. Bo babcie kochają swoje wnuki bezgranicznie, prawda, ale dlaczego słowo "KOCHAĆ" znaczy dla nich coś zupełnie innego niż dla rodzica? Trzecia edycja książki "Macierzyństwo bez lukru" TU właśnie ukazałą się na rynku i mam ogromną przyjemność polecić ją Wam nie dlatego, że tam i ja jestem, ale przede wszystkim dlatego, że cały dochód z tej książki idzie na rehabilitację małego Mikołaja. Każdy zakup to wymierna pomoc dla niego. Zatem zachęcam - zwłaszcza teraz, przed świętami - do zakupu TU, do pomocy, do czytania... Do przekazania małej gwiazdki prosto z Waszych serc...

Tym, którzy mimo wszystko zdecydowali się dziś zostać i przeczytać ten słitaśny post - dziękuję. Dziękuję w imieniu swoim i Mikołaja, dla którego to wszystko...To dzięki Wam to wszystko ma sens...

PS. Na obu blogach dziś to samo, ale...taki czas, taka sprawa, taka sytuacja...

 

10:50, countrygirl
Link Dodaj komentarz »