May you always do for others and let others do for you...
RSS
wtorek, 15 marca 2011

Mówi się, że nieszczęścia chodzą parami. U mnie to chadzają raczej jak żołnierze z Westerplatte – czwórkami;-) No ale od początku.

Nieszczęście pierwsze. Zachciało się ciepła w domu i poszła sierotka-Marysia po drewno. Zejść chciała bidula z tarasu, a że ciemno było, nie widziała schodów, po których miała zejść. Tzn. – wydawało jej się, że stopnie są tuż pod nogami, jednak schody okazały się być jakieś 20 cm dalej…Noga spuchła jak bania, zrobiła się gorąca i do lekarza trzeba było jechać. Na szczęście na prześwietleniu wyszło, że kości całe. Ponieważ nie jest to portal medyczny, nie zamierzam zamieszczać zdjęć swej skręconej nogi z dnia pierwszego, jak i obecnej jej wersji we wszystkich możliwych kolorach tęczy ;-) Trochę jeszcze boli, zwłaszcza jak w jednej pozycji trzymam ją dłużej niż kwadrans. Ale nie takie rzeczy człowiek wytrzyma – damy radę! No tak, czy inaczej - w te wakcje raczej w Tatry już się nie wybiorę;-(

Nieszczęście drugie. Zakatarzona Młoda i kaszlący Mąż. Jedno nie śpi, drugie nie śpi – podsumowując – ja też spać nie mogę ;-) Człowiek niewyspany, to człowiek nerwowy.

Nieszczęście trzecie. Comiesięczne odwiedziny Matki Natury. Pozostawiam bez komentarza…

Nieszczęście czwarte. Związane z powyższym – migrena. Ponieważ wraz z Młodą oglądałyśmy ostatnio trzecią część przygód Harrego Pottera, gdzie jednym z bohaterów był profesor Remus Lupin, zmieniający się w wilkołaka, stwierdziłam, że właściwie to trochę jestem podobna do niego… Człowiek zmienia się w wilkołaka, niezależnie od swojej woli (ja też wolałabym nie mieć migreny); wilkołak nie do końca jest świadomy, co się z nim dzieje podczas „ataku” (to tak jak ja, kiedy migrena mnie dopada – jestem jakby obok tego wszystkiego). No i po takiej „trzydniówce” najchętniej - tak jak wilkołak - odpoczęłabym choć z jeden dzień do czasu, aż mi siły wrócą…

Tak więc – niełatwe jest życie staruszka…

11:59, countrygirl
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 marca 2011

W ubiegłym tygodniu wraz z Mężem zrobiliśmy sobie krótki, weekendowy wypad w Gorce. Najpierw trzeba było zaliczyć krakowskie urzędu, a potem to już tylko rzut beretem do Rabki, Obidowej i heja! – w górę! Kierunek – schronisko Stare Wierchy. Lubię być w górach – bliżej chmur, bliżej nieba…

Obok załączonych poniżej zdjęć, zamiast słownej relacji, fragment piosenki, która wydaje mi się najlepiej odda stan umysłu…

 Chodzą ulicami ludzie;
Maj przechodzą, lipiec, grudzień...
Zagubieni wśród ulic bram;
Przemarznięte grzeją dłonie,
Dokądś pędzą, za czymś gonią
I budują wciąż domki z kart.

A tam w mech odziany kamień,
Tam zaduma, wiatru granie,
Tam powietrze ma inny smak.
Porzuć kroków rytm na bruku
Spróbuj- znajdziesz jeśli szukać...
Zechcesz, nowy świat, własny świat!

15:09, countrygirl
Link Dodaj komentarz »