May you always do for others and let others do for you...
RSS
środa, 20 marca 2013

Nocne karmienia sprzyjają w moim przypadku refleksjom. Różnym. Tym bardziej i tym zgoła mniej ambitnym. Dzisiejszej nocy Kalliope była zdecydowanie w słabej formie intelektualnej, dlatego też poemat, stworzony przeze mnie o godzinie 3:52 (sic!!!) zawiera jakże urocze rymy rodem z miasta świętej wieży...

Minus cztery, drodzy Państwo
W dniu dzisiejszym - czyste draństwo!
Na dodatek białe gówno
Pod kołami bryzga równo.
W prawo, w lewo, góra, dół
Chlapie spod zimowych kół.
Droga Wiosno - mości panno!
Może byś tak - zamiast sanną
W marcu pąkiem jakimś sypła
I pączkami nam zakwitła?!
Ty, tymczasem, mrozem wiejesz
W miasta, we wsie, w pola, w knieje.
Śnieg napadał na chałupę...

WSADŹ SE TAKĄ WIOSNĘ W DUPĘ!!!

08:43, countrygirl
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 11 marca 2013

Potrzebowałam trochę czasu, by dojrzeć do pewnych emocji, do nazwania pewnych stanów rzeczy. To "trochę" zajęło mi TROCHĘ więcej czasu i wysiłku niż przypuszczałam. I mam takie myśli. Skąd się bierze to przeświadczenie, że kiedy pojawia się na świecie dziecko (zakłądając, że owo dziecko jest chciane, wyczekiwane, a rodzice nie są kwalifikowani jako "patologia") - a więc skąd pojawia się przeświadczenie, że rodzic - matka w szczególności - zakochuje się w swoim dziecku od pierwszego wejrzenia i odtąd już kocha je miłością bezgraniczną i bezwarunkową? Nie zawsze tak jest...

Potrzebowałam aż czterech tygodni, by w końcu nazwać te uczucia MIŁOŚCIĄ. Tak samo, jak nie było łatwo pokochać, tak samo nie było łatwo przyznać się, że miłość przyszła po miesiącu. Młodą pokochałam od początku - od czasu, gdy pojawiła się w naszym życiu jako dwie różowe kreski. Miłość do Kalafiora ujawniła się po miesiącu od czasu narodzin. Owszem, kochałam rosnący brzuch, człekokształtną istotę widoczną na usg, kochałam kopniaki o 4 nad ranem. Ba! Pięknym i pełnym miłości było także doświadczenie porodu. A potem miłosna bańka pękła... I co dalej? Jak żyć???

Dzień za dniem, noc za nocą. Mały ssak potrafił jedynie jeść, robić kupy, czasem spać i płakać. CIĄGLE płakać. Pytałam siebie - dlaczego JA?Jak to JA? To nie JA. MNIE to przecież nie miało prawa się przytrafić! A jednak się przytrafiło. I boli cholernie mocno fakt, że nie rozpłynęłam się w euforii od samego początku.

A dziś, nasz mały Kalafiorek kończy 4 tygodnie. To znaczy, że mam w domu najwspanialszy cud natury. Jest w domu CZŁOWIEK, który patrzy na mnie, kocha mnie i jestem dla niego całym światem. Tak jak i on dla mnie.

Mój cały świat zamknięty w tych małych piąstkach, zaciskających się na moim palcu serdecznym...

14:27, countrygirl
Link Komentarze (3) »
czwartek, 07 marca 2013

Czas karmienia piersią daje mi chwilę (dosłownie CHWILĘ, bo Kalafior nie ssie dłużej niż 10 minut) refleksji różnorakich. Jedną z nich, którą kontemplowałam dziś w okolicach godziny 4:30, jest fakt, że nie należę jednak do fanek, miłośniczek karmienia piersią. Egoistyczne, prawda? No, ale nic na to nie poradzę. Oczywiście wiem, że MLEKO MAMY TO NAJLEPSZE, CO MOŻESZ DAĆ SWOJEMU MALEŃSTWU, zdaję sobie sprawę, co dobrego niesie ów matczyny płyn dla ssaka, dla mnie itd, itp, etc... Ale przyznaję - robię to najbardziej z pobudek czysto egoistycznych - wygoda i kasa.

Jakkolwiek urzekają mnie wielkie niebieskie oczy, patrzące na mnie jeszcze mętnie zza wielkiego cyca, jakkolwiek piękny jest widok zasypiającego czlowieka przy piersi z tą słodką minką, mówiącą "Pycha! Rachunek, poproszę!", jakkolwiek nie mam oporów żadnych, by odsłaniać pierś swoją w miejscach publicznych, gorsząc jedną część społeczeństwa, oburzając drugą i rozczulając trzecią - to jednak karmić piersią zamierzam maksymalnie pół roku. Przepisowe 6 miesięcy. No trudno, nie jest to moja ulubiona forma kontaktu cielesnego z maleństwem...

09:30, countrygirl
Link Komentarze (2) »
środa, 06 marca 2013

Dziwny, ciężki, traumatyczny, nerwowy, psychodeliczny, nie do opisania, zakręcony, pełen emocji, depresyjny, rozpaczliwy, płaczliwy, ryczący wręcz... Taki był ten ostatni trzytygodniowy okres w moim życiu... Bywało, że płakał Kalafior - a ja razem z nim. Kwadrans, pół godziny, godzina... Zaryczana twarz, niegdyś zadbana i chyba całkiem ładna, umalowana i okraszona autentycznym uśmiechem... Młoda pełna sprzecznych emocji - od uwielbienia dla młodszego brata po stany destrukcyjne dla mojej i swojej psychiki, związane z nagłą, o nieoczekiwanych rozmiarach detronizacją. Kalafior z kolei wszedł w okres kiedy to zwykłe odkładanie go do łóżeczka po prostu go nie bawi, a wręcz denerwuje niemiłosiernie. Prezy okazji niemiłosiernie wykańcza mnie, bo o ile nocne pobudki co 2-3 godziny jestem w stanie znieść wręcz z uśmiechem na twarzy (o ile takowy może się pojawić nop. o 3 w nocy), to poranne 15-minutowe drzemki JEGO nie dają mi nawet dobrze przyłożyć głowy do poduszki. Marzę o choćby półgodzinnym śnie w ciągu dnia...Marzę...

Jakoś nie pamiętam podobnych stanów emocjonalnych sprzed niemalże 6 lat...Może było inaczej, może to Młoda była zgoła innym dzieckiem, może to ja miałam więcej cierpliwości, może to kwestia pory roku i wszechogarniającego słońca i ciepła i letniego uroku spacerów...Może po prostu po trzydziestce szóstce spada drastycznie odporność na dziecięce łzy... A może po prostu przesadzam...

Tak, przyznaję, baby blues mnie dopadł ogromny... Pocieszam się faktem, że TEN STAN KIEDYŚ MINIE (słowo KIEDYŚ oznacza tu jednak bliżej nieokreśloną przyszłość - zakładam jednak, że jest to raczej przyszłość DALSZĄ niż BLIŻSZA) i Bogu dzięki, że czytam "Projekt Matka" na zmianę z blogiem http://www.zimnoblog.blogspot.com/ (autorstwa tejże samej p.Małgorzaty Łukowiak). To dla mnie nie tylko uczta intelektualna, której tak strasznie mi teraz brakuje (tak, właśnie wczoraj stwierdziłam, że najbardziej tęsknię za wielogodzinnym czytaniem), ale także pocieszenie, że "po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój" i że można się cieszyć wielokrotnym macierzyństwem, jednocześnie nie zatracając się w nim bez reszty!

Pani Małgorzato! Dziękuję!!!!!!!!!!!

 

11:10, countrygirl
Link Dodaj komentarz »