May you always do for others and let others do for you...
RSS
wtorek, 19 kwietnia 2011

Wczorajszy dzień nie należał do specjalnie przyjemnych…Właściwie, to dawno nie miałam tak „sfreakowanego” dnia… Kiedy wróciłam w końcu do domu po godz. 18, musiałam się odstresować i… porąbałam drzewo do kominka. Bez wnikania w szczegóły – było czym palić wieczorem i  będzie jeszcze na dzisiejszy wieczór.

Do tego wszystkiego – wieczór uprzyjemnił mi benefis Wojciecha Młynarskiego w Trójce. Fenomenalny koncert, inteligentna i dowcipna konferansjerka Andrzeja Poniedzielskiego oraz Artura Andrusa i  brawurowa pointa… ;-)

Ale tak naprawdę, najwspanialsza dla mnie, najbardziej dodająca radości, optymizmu i otuchy była piosenka „Jeszcze w zielone gramy” – w jak zwykle lirycznym wykonaniu Magdy Umer.

Niech ta piosenka będzie za cały komentarz i … hop do przodu!

 

Przez kolejne grudnie, maje
Człowiek goni jak szalony
A za nami pozostaje
Sto okazji przegapionych
Ktoś wytyka nam co chwilę
W skwar czy w upał, w zimie, w lecie
Szans nie dostrzeżonych tyle
I ktoś rację ma, lecz przecież

Jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy
Jeszcze któregoś ranka odbijemy się od ściany
Jeszcze wiosenne deszcze obudzą ruń zieloną
Jeszcze zimowe śmieci na ogniskach wiosny spłoną
Jeszcze w zielone gramy, jeszcze wzrok nam się pali
Jeszcze się nam pokłonią ci, co palcem wygrażali
My możemy być w kłopocie, ale na rozpaczy dnie
Jeszcze nie, długo nie

Więc nie martwmy się, bo w końcu
Nie nam jednym się nie klei
Ważne, by choć raz na końcu
Mieć dyktando u nadziei
Żeby w serca kajeciku
Po literkach zanotować
I powtarzać sobie cicho
Takie prościuteńkie słowa

Jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy
Jeszcze się spełnią piękne sny, marzenia plany
Tylko nie ulegajmy przedwczesnym niepokojom
Bądźmy jak stare wróble, które stracha się nie boją
Jeszcze w zielone gramy, choć skroń niejedna siwa
Jeszcze sól będzie mądra a oliwa sprawiedliwa
Różne drogi nas prowadzą, lecz ta, która w przepaść rwie
Jeszcze nie, długo nie

Jeszcze w zielone gramy, chęć życia nam nie zbrzydła
Jeszcze na strychu każdy klei połamane skrzydła
I myśli sobie Ikar co nie raz już w dół runął
Jakby powiało zdrowo, to bym jeszcze raz pofrunął
Jeszcze w zielone gramy, choć życie nam doskwiera
Gramy w nim swoje role naturszczycy bez suflera
W najróżniejszych sztukach gramy, lecz w tej, co się skończy źle
Jeszcze nie, długo nie!

13:24, countrygirl
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Pogoda dopisała, a ziemia czekać nie może. Chciał nie chciał – trzeba było zakasać rękawy i przez ostatnie dwa weekendowe dni wziąć się porządnie do roboty i przygotować ogród na wiosnę, lato, jesień…i na całe życie ;-) Na szczęście – chciało się nam i to bardzo! Tak więc wszystkie ligustry już posadzone; róże czekają by pięknie piąć się i kwitnąć w niewiadomych jeszcze dla nas kolorach; bukszpan już nie może się doczekać kiedy stanie się wielkanocną dekoracją koszyczka ze święconką; posadzony także został  wybiedzony i lekko zapomniany dąb Natalia; na magnolii zawijają się pierwsze pączki i zaczyna pączkować także pigwa. Miejmy nadzieję, że wszystkie owocowe krzaki się przyjmą – nie ma nic przyjemniejszego niż zasiąść zimowym wieczorem z kieliszkiem domowej nalewki z przydomowej pigwy czy aronii…Albo z herbatą z własnoręcznie przyrządzonym sokiem malinowym…Albo świeżutka bułeczka z konfiturą porzeczkową…Ech, rozmarzyłam się…

Dwadzieścia kilka świerków czeka na swoje szczęśliwe dni do posadzenia (i to będzie już absolutnie wszystko).

Jeśli ktoś nie ma jeszcze planów na majówkę, to zapraszam – jest sporo gałęzi do spalenia. Ognisko będzie jak się patrzy!

Ponadto, wytyczone zostały ścieżki, Mąż nazwoził kilkanaście taczek gruzu, aby podłoże utwardzić; został także przekopany i zagrabiony teren pod trawnik - trawa została posiana i miejmy nadzieję, że wzejdzie piękna, zielona i pachnąca ;-) Każdy miał przydzielone odpowiedzialne zadania. Nikt się nie migał przed robotą!

13:55, countrygirl
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 11 kwietnia 2011

W weekend powróciłam do czasów dzieciństwa... I to nie tylko za sprawą filmu "Akademia Pana Kleksa", który obejrzałam z nieukrywaną radością wraz z Młodą, ale przede wszystkim za sprawą zajęć plastyczno-technicznych. Oczywiście plany weekendowe były nieco inne (jest jeszcze kilkadziesiąt drzewek do posadzenia), ale z jednej strony katar i kaszel, a z drugiej wyjątkowo wietrzna pogoda owe plany pokrzyżowała. Tak więc postanowiłyśmy zrobić wspólnie wielkanocne jajo na przedszkolny konkurs. Najpierw nadmuchany balon szczelnie trzeba było okleić masą papierową, czyli gazetami mocno nasączonymi klajstrem (dla niewtajemniczonych - gorąca woda zmieszana z mąką na konsystencję gęstej papki). Po wysuszeniu oklejałyśmy balon kolorowymi wydzierankami a na samym końcu na jaku wylądowały świąteczne kurczaczki. Efekt finalny - poniżej:

No i święta już tuż tuż, więc dekorować dom czas zacząć...

 

12:54, countrygirl
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 kwietnia 2011

Niejodnokrotnie pisałam, że bardzo lubię zimę. Jest jednak coś niesamowitego w wiośnie. Nie bez przyczyny mówi się, że wiosną wszystko budzi się do życia, że wraz z pierwszymi promieniami słońca człowiekowi wracają siły witalne, że wiosną wszystko się zmienia...

Ostatni weekend przyniósł nam naprawdę piękną, iście wiosenną pogodę. Większą jego część spędziliśmy - pomimo choroby Młodej (ostre zapalenie zatok) - w ogrodzie, gdyż trzeba było zacząć w końcu robić plan zagospodarowanie przestrzennego. Dzięki uprzejmości niejakiego pana Włodka otrzymaliśmy setki sadzonek ligustra na żywopłot, krzaków porzeczek, aronii, sadzonki, wierzby mandżurskiej, płaczącej, kaliny i mnóstwa innych roślinek. W tym tygodniu dojadą jeszcze tuje, cyprysy, jodły i świerki, potem jeszcze pigwa i maliny... Taaak, roboty jest od groma, ale mogłabym tak spędzać cały czas. Kilka weekendów pod rząd mam więc juz zaplanowanych na prace ogrodowe. W nastepny weekend - o ile pogoda dopisze - planujemy (i to tym razem wspólnie z Młodą) zorganizować warzywnik. Nie za duży, tak, by włoszczyzna do zupy była zawsze pod ręką. Parę rządków marchewki, pietruszki, trochę selerów, porów, kalarepki, sałaty, kolendry, kalarepki, fasolka szparagowa. Mój Mąż nie do końca wierzy w moje umiejętności ale na razie samozaparcia i chęci już dużo, więc nie tracę nadziei;-)

Poza tym zrobiłam po raz pierwszy w tym roku coś, co uwielbiam robić, gdy jest już ciepło i słonecznie. Pranie suszone na wietrze i słońcu... Jakże przyjemnie jest ściągnąć z suszarki takie pranie pachnące wiatrem...Sny są piękniejsze w takiej pościeli...

A, i jeszcze jedna sprawa. Mamy okazję - jedyną i niepowtarzalną wziąć małego 8-tygodniowego psiaka. Mieszaniec owczarka niemieckiego i boksera. Nie jestem psiarą ale ten mały to istne cudo!!!! No i Młoda oczywiście wymysliła już dla niego imię (oczywiście z Harrego Pottera) - Hagrid ;-) Tak, duży to on na pewno będzie. I zapewne także tak samo kudłaty;-)

16:32, countrygirl
Link Komentarze (2) »