May you always do for others and let others do for you...
RSS
czwartek, 24 lipca 2014

Właśnie uświadomiłam sobie, że za miesiąc o tej porze będę biegała po księgarniach w poszukiwaniu podręczników i ćwiczeń do klasy pierwszej. Będziemy wspólnie z Młodą buszować pomiędzy półkami, wybierając zeszyty, wycinanki, piórniki, kredki,ołówki, plecak, worek na kapcie, klej, gumki, okładki...

Zawsze lubiłam te przygotowania. Pamiętam, kiedy w schyłkowych czasach PRL, szaro-niebieskie zeszyty z makulatury ubierałam w okładki z tapety  - jedyny kolorowy akcent, jaki był dostępny, a dzięki temu nasze książki i zeszyty choć trochę różniły się od siebie. Samodzielne kreślenie marginesów, podpisywanie - najpierw przez mamę, później osobiście - kaligrafowanymi literami "Język polski","Matematyka" itd... Z taką samą niecierpliwością co na ostatni dzwonek czekałam i na ten pierwszy. Cieszyłam się, że spotkam się z koleżankami i kolegami, choć z większością i tak widzieliśmy się codziennie, na podwórku, do późnego wioeczora. Wszak pół wakacji spędzało się pod blokiem, na trzepaku, bawiąc się w podchody, chowanego, skacząc w gumę i zajdając brudnymi łapami chleb z piaskiem ;-)

A dziś jestem rodzicem i sama nie wiem, czy czekam na tego 1 września, czy raczej chciałabym aby czas się zatrzymał tu i teraz... Pierwszy dzwonek napawa mnie lękiem - czy moje dziecko, które przecież dopiero co połączone było pępowiną, poradzi sobie w dżungli... Pierwsza klasa... Pierwsze dni nauki... Pierwsze prawdziwe obowiązki... Niby to samo przeżywałam 4 lata temu, kiedy oddawałam swe dziecię pod opiekę kompletnie obcych pań przedszkolanek. Ale...teraz martwię się innymi rzeczami i z pewnością w dużej mierze niepotrzebnie i na wyrost... Czy odnajdzie się w nowym środowisku? Czy trafi na panią, która będzie potrafiła wyłuskać z niej to, co najcenniejsze? Czy będzie siedziała z przyjaciółką z przedszkola? Czy nikt nie będzie się z niej wyśmiewał? Czy nikt nie będzie jej dokuczał? Czy będzie potrafiła się odgryźć złośliwym komentarzem?

Czas tak szybko leci... Chwile bezpowrotnie umykają... Może więc lepiej zamiast bez sensu martwić się czymś, co może w ogóle nie nastąpić, pojechać razem na wycieczkę rowerową, siąść na pomoście i wspólnie pochlapać nogami w jeziorze... Mam wrażenie, że to ostatnie takie w życiu wakacje...

 

 

źródło zdjęcia: www.fotolia.com 

 

15:43, countrygirl
Link Komentarze (4) »