May you always do for others and let others do for you...
RSS
czwartek, 30 września 2010

Odbyłam wczoraj późnym wieczorem bardzo długą rozmowę z moim mężem. Bardzo ważną rozmowę. Jestem po niej pełna nadziei i optymizmu, że będzie dobrze, że wszystko się uda, że razem zbudujemy na wsi nowe życie i że będzie to dobre życie.

Każdego dnia dajesz  mi siłę, Kochanie. Dziękuję Losowi za to, że Cię mam przy sobie. I niech tak będzie...Kocham Cię.

08:18, countrygirl
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 września 2010

"Mamusiu, chyba juz czas wysłać list do Mikołaja. On daleko mieszka, więc list na pewno długo bedzie szedł" - powiedziała niedawno Młoda. Więc zaczęłam szukać w internecie adresu do Rovaniemi. Hmmm...Coś mi sie tu nie zgadzało...Czyżby Mikołajów było więcej? Znalazłam - tak na szybko - kilkanaście stron www do Mikołaja i wiele jego podobizm. Ale był pewien problem - brak adresu pocztowego. Za moich czasów, wysyłało sie listy POCZTĄ POLSKĄ do Mikołaja do Rovaniemi w Finlandii. Dzisiejszy Mikołaj najwyraźniej poszedł z duchem czasu i listy do niego kieruje sie drogą mailową;-)

Tak czy inaczej, po godzinnym buszowaniu po stronach www, znalazłam w końcu adres ZWYKŁY. List został napisany, wysłany. Zamówienie na różową hulajnogę przyjęte;-)

A oto i obiecane butelczyny soku z czarnego bzu - nieco uszczuplona ilość;-)

 

08:49, countrygirl
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 27 września 2010

Weekend należał do pracowitych. Generalne sprzątanie, hurtowe zakupy, grabienie ogrodu, zaprawianie czarnego bzu. Wyszło 13 butelek… Zima nam w tym roku nie straszna! Zdjęcie już niedługo.

Dodatkowo – nasza kotka Ruda stała się oficjalnym członkiem rodziny. Dostała książeczkę zdrowia, została zaszczepiona na co tylko możliwe i otrzymała nazwisko;-)

No i lekarz ostatecznie potwierdził, że Ruda to faktycznie RUDA, a nie RUDY;-) Wiecie, że jak kot ma trzy kolory to nie ma opcji, by był kocurem???

10:44, countrygirl
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 września 2010

Drogie Mamy!

Impulsem do napisania tegoż tekstu była wnikliwa obserwacja Matki Polki na naszych ulicach. Podkreślam z całą stanowczością – nie chcę krytykować kogoś personalnie; jest to raczej krytyka zjawiska, które przewija się po polskich ulicach.

Otóż przeraża mnie obraz wielu polskich matek (polskich – bo tylko takie mam okazję obserwować) i z przykrością stwierdzam, że często jest to obraz nędzy i rozpaczy. Zaznaczam, nie mam tu na myśli matek, które dopiero co urodziły, ale takie, których dzieci już chodzą (a więc rok +). Wielka opona wokół pasa, dodatkowo uwypuklona przygarbioną sylwetką, piersi zwisające na tejże oponie, twarz bez śladu makijażu, włosy tłuste i oklapnięte, do tego z odrostem na 2/3 długości. Często – o zgrozo – włosy na nogach! Kobiety! Czy Wy za grosz samooceny nie macie? Nie chodzi o to, by w sześć tygodni po porodzie wyglądać jak Heidi Klum, ale na Boga, chyba rok czy dwa to wystarczająco dużo czasu, by doprowadzić swoje ciało + twarz + włosy do porządku! Oczywiście, przyjmuje, że jest jakiś odsetek kobiet, które są po prostu chore, ale to jest ułamek procenta. Reszta z Was, drogie Mamy, to niestety kobiety, które się zaniedbały. I nie mówcie mi, że dziecko pochłania cały Wasz czas i absorbuje 24 godziny na dobę i nie macie nawet chwili dla siebie. Nie wierzę w to! Ja tez mam dziecko, pracę, a mój mąż nie jest z gatunku tych, co wyręczają żony we wszystkich obowiązkach domowych, więc także sprzątanie, pranie, zakupy i gotowanie są na mojej głowie. Ale nigdy nie pozwoliłabym sobie na to, by przez rok wyglądać tak, jak po wyjściu z sali porodowej. Czasem jak czytam w internecie opinię w stylu „jestem Niegrzeczną Mamuśką – ja nic nie muszę”, to krew mnie zalewa. To nie jest kwestia – muszę czy nie. To jest „tumiwisizm”. To jest postawa: „urodziłam dziecko, jestem Matką Polką i mam wszystko w dupie, a wy mnie akceptujcie taką jaką jestem”. Samoakceptacja to bardzo fajna sprawa, ale miejcie proszę na uwadze, że nie można przeginać w żadną ze stron, a takie zachowanie jest postrzegane jako grzech zaniedbania. A to są grzechy niewybaczalne.

Z pozdrowieniami

Oliwia

10:06, countrygirl
Link Komentarze (4) »

Pełnia księżyca dzisiejszejszej nocy dała mi się we znaki. Nie dość, że moja córka budziła się z płaczem aż trzy razy, to jeszcze ja - spać zupełnie nie mogłam. Ale nie ma tego złego... Bezsenność wywołała u mnie istne kłębowisko myśli i zrodziły się w głowie kolejne posty. Muszę je tylko jeszcze "obrobić" stylistycznie...

08:23, countrygirl
Link Komentarze (1) »
środa, 22 września 2010

Dawno już poranki nie były tak przyjemne jak ten dzisiejszy. Najpierw obudziły mnie pierwsze promienie jesiennego słońca, potem radosny uśmiech i uścisk Młodej, bezproblemowe wejście do przedszkola i na koniec…piosenka w radiu, która nieodzownie kojarzy mi się z leniwymi, szczęśliwymi latami studenckimi:

„Lecz nagle Marian ze schodów spadł
I całkiem mu się pozmieniał świat.
Gdy Marian nagle ze schodów spadł,
W jedną noc przeżył pięć lat...”

Polecam całość na dobry humor: http://www.youtube.com/watch?v=lqVxzzacrRA

09:24, countrygirl
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 września 2010

Coś, co zawsze poprawia humor i znika w moim domu szybciej niz kamfora... Niezależnie od ilości;-) Moje ostatnie domowe szaleństwo - bułeczki. Dobre ze wszystkim -  z miodem, powidłami, szynką i z samym masłem. Obowiązkowa pozycja w każdy weekend!

08:40, countrygirl
Link Komentarze (1) »
niedziela, 19 września 2010

Trzydzieści siedem i pięć stopni gorączki pokreśliło moje weekendowe plany nastawienia nalewki z czarnego bzu i zaprawieniu kilku buteleczek soku z tego owocu. Jednak kuracja czosnkowa okazała się niezawodna. Do tego herbata z sokiem z czarnego bzu, zagotowanego naprędce i chorobie mówimy cześć! Wprawdzie w całym domu unosi się zapach czosnku - bo oboje z mężem od dwóch dni poddajemy się owej kuracji - ale staramy się go neutralizować paląc w kominku...

Do tego Peer Gynt Griega, grzane wino i wracam do sił. Weekend należał do udanych!

18:36, countrygirl
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 września 2010

Każda mama jest dumna z najmniejszego choćby osiągnięcia swojego dziecka. Najpierw jest to pierwszy uśmiech, potem pierwszy ząbek, pierwsze słowo, pierwszy kroczek... Ja dziś jestem dumną mamą, ponieważ praca mojej córki po raz pierwszy zawędrowała na wystawę w przedszkolu (w prawym górnym rogu). To są biedronki, jakby ktoś nie wiedział...

Duma....To uczucie za każdym razem jest inne i zmienia się w zależności od wieku i od osiągnięcia, jednak jej smak jest za każdym razem jest tak samo przyjemnie słodki i sprawia, że uśmiech gości na mojej twarzy od samego rana! Tak trzymać - w końcu weekend tuż tuż...

08:36, countrygirl
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 września 2010

Wprawdzie jeszcze przez kilka dni mamy kalendarzowe lato, niemniej wrzesień zawsze już kojarzył mi się z jesienią. O tej porze roku wieś jest także piękna. Lasy obfitujące w maślaki, podgrzybki i prawdziwki, gałęzie czarnego bzu, uginające się pod ciężarem nabrzmiałych słońcem owoców... To wszystko sprawia, że nawet ciężki dzień w pracy odchodzi w zapomnienie, gdy pójdzie się do lasu jeszcze o godz. 18 i nazbiera się koszyczek grzybków…

Ja z kolei na nowo odkrywam uroki zaprawiania ogórków, papryki, smażenia powideł, konfitur z brzoskwiń. Potrafię zamknąć się na dwa weekendowe dni w kuchni, wertując stare babcine przepisy lub czerpać garściami z blogów internetowych... Taki dwudniowy maraton jest z pewnością wyczerpujący, ale jak patrzę na te piękności w spiżarni, to serce rośnie…

08:37, countrygirl
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2