May you always do for others and let others do for you...
RSS
poniedziałek, 29 października 2012

Siedem lat temu był piękny jesienny dzień. Kościół tonął w ostatnich blaskach słońca, wśród czerwono-złotych liści pod stopami i na drzewach. Byliśmy najszczęśliwsi na świecie i jak wszyscy młodzi-głupi wierzyliśmy, że wszelkie zło tego świata dotyka wszystkich innych tylko nie nas...

Przez te siedem lat wiele się wydarzyło. Ale mimo tego nadal trwamy jako jedno. Mądrzejsi i silniejsi niż wówczas. I mam nadzieję - cały czas zakochani...

11:12, countrygirl
Link Komentarze (2) »
czwartek, 25 października 2012

No i 35 lat zleciało...Jak z bicza strzelił! Podobnie jak wczorajszy dzień urodzin - bardzo miły, piękny od samego początku, praktycznie do końca.  Dostałam od tych najbliższych i najkochańszych to, co kocham - coś dla ducha i coś dla ciała. Do tego moc uścisków, pocałunków. I na wieczór - wspólnie spędzony wieczór przed kominkiem i telewizorem;-) Kto powiedział, że piłka nożna oddala małżonków? W końcu Liga Mistrzów też może być romantyczna i też potrafi zbliżyć dwoje ludzi;-) A jeszcze jak nasi gole strzelają...

PS. Dziękuję za wszystkie wczorajsze życzenia i miłe gesty. Dziękuję za kwiaty, za książki, za płytę i za to, że jesteście ze mną.

No i się landrynkowo zrobiło... Zatem na przełamanie tej fali - piosenka z urodzinową nutą. Wprawdzie osiemnastka już daaaawno za mną, ale cóż - jakże prawdziwe słowa...

15:48, countrygirl
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 22 października 2012

Coś odchodzi, coś przychodzi. Ktoś umiera, a ktoś się rodzi. Odszedł Przemysław Gintrowski, ale urodziła się mała Marysia. Odwieczne prawo natury... Smutne? Raczej prawdziwe, naturalne. Choć żal mi Gintrowskiego, szkoda jego chropowatego głosu, szkoda talentu - to razem z przyjaciółmi cieszę się z narodzin Maryśki, którą w sobotę hucznie "witaliśmy" na tym świecie;-) To było bardzo udane spotkanie, przegadane pół nocy, radość, przyjaźń,łzy, śmiech, wylane smutki, wypite litry "wody życia"... za nowe życie. Dziewczyny, mimo upływającego czasu, wciąż piękne i tryskające energią. Panowie - z wymalowanym na twarzach wiekiem i doświadczeniem życiowym. Potem nocny spacer zamglonym bulwarem nadwiślańskim...

 

PS. Sobotnie spotkanie miało swoje dalsze konsekwencje w postaci zagubionego samochodu w lesie podczas porannej niedzielnej eskapady na grzyby. No cóż, mój kompletny brak orientacji w terenie w połączeniu ze słabszą popępkową koncentracja mojego Męża okazał się mieszanką wybuchową ;-) Trochę śmiechu, trochę nerwów i sporo grzybów. Ech, przygoda, przygoda - każdej chwili szkoda...

 

10:05, countrygirl
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 października 2012

Ja pierdolę, co za dzień… Faza jesienna w pełni…  Nie, nigdy nie miałam depresyjnych nastrojów, a jednak – dziś mnie dopadło. Dopadło mnie z całą swą siłą. Martwię się dosłownie wszystkim, widzę swoją przyszłość w czarnych barwach, chce mi się płakać, nie mam mocy na nic innego, jak tylko wskoczyć do łóżka i przykryć się kołdrą po sam czubek mojego natapirowanego łba...

 

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze

Na próżno czekały na słońca oblicze...

W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą,

W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą...

Odziane w łachmany szat czarnej żałoby

Szukają ustronia na ciche swe groby,

A smutek cień kładzie na licu ich miodem...

Powolnym i długim wśród dżdżu korowodem

W dal idą na smutek i życie tułacze,

A z oczu im lecą łzy... Rozpacz tak płacze...

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny...

Kto? Nie wiem... Ktoś odszedł i jestem samotny...

Ktoś umarł... Kto? Próżno w pamięci swej grzebię...

Ktoś drogi... wszak byłem na jakimś pogrzebie...

Tak... Szczęście przyjść chciało, lecz mroków się zlękło.

Ktoś chciał mnie ukochać, lecz serce mu pękło,

Gdy poznał, że we mnie skrę roztlić chce próżno...

Zmarł nędzarz, nim ludzie go wsparli jałmużną...

Gdzieś pożar spopielił zagrodę wieśniaczą...

Spaliły się dzieci... Jak ludzie w krąg płaczą...

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie

I zmienił go w straszną, okropną pustelnię...

Z ponurym, na piersi zwieszonym szedł czołem

I kwiaty kwitnące przysypał popiołem,

Trawniki zarzucił bryłami kamienia

I posiał szał trwogi i śmierć przerażenia...

Aż, strwożon swym dziełem, brzemieniem ołowiu

Położył się na tym kamiennym pustkowiu,

By w piersi łkające przytłumić rozpacze,

I smutków potwornych płomienne łzy płacze...

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

                                                  /Leopold Staff/

 

16:01, countrygirl
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 15 października 2012

Dobrze, jak wszyscy są w domu...

08:27, countrygirl
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 października 2012

Lilia - Julian Tuwim

Rozchyliłem stulone
płatki i pokazałem jej wstydliwe wnętrze kwiatu.
- Niech pan przestanie

Jeszcze nie wiedząc, lecz już przeczuwając widocznie, zaśmiałem się nagle i
nagle urwałem...
- Bo?...

Podniecające i sekretne były jej oczy,
zmrużone niezdecydowaną odpowiedzią..
Wtedy rozwarłem szeroko na cztery
strony świata białe ciało lilii i wilgotnymi wargami upieściłem wnętrze...
A gdy podniosłem oczy - ona stała w pąsach, z rozfalowaną piersią i błyszczącymi
źrenicami.

I uśmiechnąwszy się nikle (pewno z warg moich, ufarbowanych
żółtym pyłkiem) - jakimś specyficznie wzruszonym i drżącym głosem powiedziała:

- Pan jest wy-ra-fi-no-wa-nie nieprzyzwoity!...

12:45, countrygirl
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 października 2012

Całym sercem i całą sobą jestem dziś (podobnie zresztą, jak od wielu lat) za Bobem Dylanem. Dziś czekam na ogłoszenie werdyktu w sprawie przyznania literackiej Nagrody Nobla i jak zwykle - trzymam kciuki za mojego idola!

 

10:19, countrygirl
Link Komentarze (1) »
środa, 10 października 2012

Ech, nie są i nie będą mi dane "romantyczne" wieczory z Mężem w tym tygodniu...To oczywiście lekki sarkazm, bo każdy, kto zna mojego Męża wie, jaki z niego romantyk...Niemniej, będzie mi z pewnością brakowało jego obecności, po prostu bliskości w tym tygodniu. W poniedziałek była jak zwykle piłka i  późny powrót do domu. Wczoraj - wyjazd służbowy i równie późny powrót. Dziś wyjeżdża z chłopakami na długo oczekiwany wyjazd w góry i nie będzie Go do końca tygodnia. Zatem czeka mnie rozpalanie kominka, samotne zmaganie się z pięciolatką, opieka nad psem i kotem;-) Brzmi nieźle co? No ale nic, będzie w domu trochę ciszej, ale może z drugiej strony będzie mniejszy bałagan za to więcej czasu na siedzenie przy kominku i czytanie. I będzie wino. Mało bo mało, ale musi być. A o wszystkim pogadamy w niedzielę ;-)

 

09:25, countrygirl
Link Komentarze (1) »
wtorek, 09 października 2012

Moją krótką, bardzo osobistą i subiektywną "recenzję" książki "Poniedziałkowe dzieci" Patti Smith znaleźć można w naszym magazynie Energy tutaj.

 

PS. Sprawdziłam w kalendarzu stuletnim. Ja też jestem "poniedziałkowa" ;-) I nie dziwi mnie już dlaczego moją ulubioną bajką z dzieciństwa jest "Piotruś Pan"...

10:26, countrygirl
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 08 października 2012

Dwa dni weekendu spędziłam w łóżku, walcząc z przeziębieniem. Nic strasznego, ale zważywszy na to, że mogę się kurować jedynie czosnkiem, czarnym bzem, witaminą C i ewentualnie paracetamolem, to te dwa dni były zbawienne. Poza tym, potrzebowałam takiego błogiego nicnierobienia, takiego totalnego odcięcia się od domowych obowiązków i skupienia się na lekturze Patti Smith.

Pochłonęłam tę książkę w dwa dni. Mogę powiedzieć z pewnością, że to mój absolutny nr 2 jeśli chodzi o ukochane książki (nr 1 to niezmiennie od 9 lat  "W ogrodzie pamięci" Joanny Olczak-Ronikier). To książka, o której szerzej napiszę w kolejnym poście, ale już dziś mogę powiedzieć, że to opowieść o całkowitym i bezkompromisowym oddaniu się sztuce, o poświęceniu siebie dla drugiej osoby - bez żalu, bez wymagań i deklaracji, o bezwarunkowej i bezgranicznej miłości. O radości, jaką może dać trzymanie w swojej dłoni dłoni przyjaciela i o pustce, której nic nie jest w stanie wypełnić po stracię tej dłoni... 

PS. Kiedy skończyłam czytać miałam oczy czerwone, pełne łez. Mój Mąż szedł na górę - słyszałam jego kroki na schodach. Szybko wytarłam oczy, ale kiedy wszedł do pokoju i zobaczył moją zapłakaną twarz nie miał wątpliwości dlaczego tak wyglądam. Nie śmiał się, nie ironizował, tylko podszedł do mnie i mnie przytulił. Wiem, że to nie jest książka dla niego. Mam nadzieję, że jej nie przeczyta. Nie tylko dlatego, że nie ma natury hipisa. Zbyt dużo w tej książce treści, które wiem, że by go bolały. Znalazłby zbyt wiele analogii do naszej przeszłości, nie zawsze radosnej i szczęśliwej. Ale wdzięczna jestem mu za zrozumienie, które mi okazał w tamtej chwili. I wdzięczna jestem za to, że jest ze mną, na dobre i na złe.

 

09:43, countrygirl
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2