May you always do for others and let others do for you...
RSS
niedziela, 19 września 2010

Trzydzieści siedem i pięć stopni gorączki pokreśliło moje weekendowe plany nastawienia nalewki z czarnego bzu i zaprawieniu kilku buteleczek soku z tego owocu. Jednak kuracja czosnkowa okazała się niezawodna. Do tego herbata z sokiem z czarnego bzu, zagotowanego naprędce i chorobie mówimy cześć! Wprawdzie w całym domu unosi się zapach czosnku - bo oboje z mężem od dwóch dni poddajemy się owej kuracji - ale staramy się go neutralizować paląc w kominku...

Do tego Peer Gynt Griega, grzane wino i wracam do sił. Weekend należał do udanych!

18:36, countrygirl
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 września 2010

Każda mama jest dumna z najmniejszego choćby osiągnięcia swojego dziecka. Najpierw jest to pierwszy uśmiech, potem pierwszy ząbek, pierwsze słowo, pierwszy kroczek... Ja dziś jestem dumną mamą, ponieważ praca mojej córki po raz pierwszy zawędrowała na wystawę w przedszkolu (w prawym górnym rogu). To są biedronki, jakby ktoś nie wiedział...

Duma....To uczucie za każdym razem jest inne i zmienia się w zależności od wieku i od osiągnięcia, jednak jej smak jest za każdym razem jest tak samo przyjemnie słodki i sprawia, że uśmiech gości na mojej twarzy od samego rana! Tak trzymać - w końcu weekend tuż tuż...

08:36, countrygirl
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 września 2010

Wprawdzie jeszcze przez kilka dni mamy kalendarzowe lato, niemniej wrzesień zawsze już kojarzył mi się z jesienią. O tej porze roku wieś jest także piękna. Lasy obfitujące w maślaki, podgrzybki i prawdziwki, gałęzie czarnego bzu, uginające się pod ciężarem nabrzmiałych słońcem owoców... To wszystko sprawia, że nawet ciężki dzień w pracy odchodzi w zapomnienie, gdy pójdzie się do lasu jeszcze o godz. 18 i nazbiera się koszyczek grzybków…

Ja z kolei na nowo odkrywam uroki zaprawiania ogórków, papryki, smażenia powideł, konfitur z brzoskwiń. Potrafię zamknąć się na dwa weekendowe dni w kuchni, wertując stare babcine przepisy lub czerpać garściami z blogów internetowych... Taki dwudniowy maraton jest z pewnością wyczerpujący, ale jak patrzę na te piękności w spiżarni, to serce rośnie…

08:37, countrygirl
Link Komentarze (2) »
środa, 15 września 2010

Migrena jest przypadłością niefajną…Na migrenę częścicj cierpią kobiety, ale z kolei te, dziedziczone po ojcach, są silniejsze i częstsze. Jednym słowem - gorsze. Ja właśnie mam taką...

Z migreną da się żyć, na to się nie umiera, ale jednocześnie, kiedy znienacka dopada Cię ból nie do zniesienia i nie do opanowania – żyć się nie chce. Dodatkowo, gdy człowiek się przejmuje obowiązkami w pracy, ma nieprzespaną noc i dziecko płakało cały poranek, bo się nie wyspało a do przedszkola trzeba iść – to dzień jest do dupy.

Dobrze jednak, że farmakologia jest już na całkiem wysokim poziomie…

14:12, countrygirl
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 września 2010

Mój kot jest hippisem. A może w poprzednim życiu nim był? Albo był szeregowcem, który zginął w Wietnamie... Nie wiem, w każdym razie wczoraj wieczorem po raz 157 oglądałam mój ukochany film HAIR i po raz 157 popłakałam się w finałowej scenie, kiedy to amerykańscy chłopcy wchodzą - jak w paszczę lwa - do samolotu, lecącego na drugą półkulę, a wśród nich przerażony Berger...Mój kot przez wiekszą część filmu siedział obok mnie w fotelu i patrzył wielkimi oczami na ekran. Przy dźwiękach "Let the sunshine in" zrobiło  mu się smutno... Przytuliłam jego drobne ciepłe włochate ciałko i ukoiło mnie to smętne mruczenie... Kot zazwyczaj śpi w garażu, ale nie miałam sumienia - zostawiłam go w cieplutkim fotelu obok kominka. Niech sobie śpi i śni...

HAIR

 

10:30, countrygirl
Link Dodaj komentarz »

Wszystko zaczęło się bardzo dawno temu...Zawsze lubiłam pisać, czasem siadałam i pisałam dwie strony w przeciągu godziny, ale było to, ot takie sobie, na wskroś romantyczne pisanie do szuflady. Potem, kiedy urodziłam córkę poczułam chęć dzielenia się swoimi - o dziwo - tylko pozytywnymi emocjami, ale na na blog jakoś czasu nie było.  A może nie było odwagi do podjęcia decyzji - TAK, WCHODZĘ W TO! Ale pisywałam nadal. Sobie tylko a muzom...Luźno zapisane mysli na kartkach, schowane do nocnej szafki, dokumenty na pulpicie laptopa, zapisywane od niechcenia, galimatias w głowie...

Od dwóch miesięcy mieszkam w domu na wsi. Na tyle blisko miasta, że spokojnie mogę korzystać z jego uciech i dobrodziejstw społeczno-kulturowych, a na tyle daleko, by uciec od jego zgiełku i pędu. W poprzednim życiu musiałam mieszkać na wsi. Czuję związek z ziemią, czuję jej zapach i jej siłę, jej potęgę. Jak mawiał stary Gerald O'Hara z "Przeminęło z wiatrem" - "ziemia, to jedyna rzecz, która przetrwa wszystko..." Być może jestem ekshibicjonistką, być może czuję w końcu chęć do napisania czegoś "poza szufladę", a być może po prostu chcę się podzielić radością z życia, jakie mam... Stąd też podtytuł mojego bloga, zaczerpnięty z pisenki "Forever Young" Boba Dylana, której nie tylko tekst, ale i znaczenie jest mi niezmiernie bliskie...

Chyba właśnie po to mi to wszystko...

09:14, countrygirl
Link Dodaj komentarz »
1 ... 26